Rentgen umysłu - Myśli nieuczesane

Pozowanie do życia.

2006-01-12 00:00:00
fot. Łukasz Kania


Poproszono mnie, abym zastanowiła się nad pozami, jakie wielu z nas przybiera w codziennym życiu oraz podjęła próbę odpowiedzi na pytanie: dlaczego tak wielu ludzi udaje kogoś, kim w rzeczywistości nie jest? Bolesny, choć oczywisty jest fakt, iż udajemy wszyscy, bez wyjątku. I do tego już na wstępie należy się po prostu przyznać.

Gierki miłosne.

Całe życie uprawiamy liczne gierki, najczęściej pragnąc osiągnąć dany cel. Gdyby nie było to prawdą, półki księgarń nie uginałyby się od popularnych poradników, mających (niekoniecznie w fachowy sposób) pomóc nam odpowiednio rozegrać to czy tamto.
Do klasyki należy zaliczyć gry miłosne, zarówno podczas podbojów, jak i te stosowane przez nas już w trakcie związku. Któż z nas nie pragnie zaprezentować się od jak najlepszej strony w fazie wabienia potencjalnego partnera? Choć najpowszechniej wskazywaną cechą, na jaką zwracamy uwagę u partnera w początkowej fazie znajomości jest naturalność, często nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo przeistaczamy się w zależności od sytuacji. 
 
Czasami jednak takie metamorfozy są efektem skrupulatnie przemyślanej strategii. Znam przypadek, w którym zadurzone w pewnym mężczyźnie młodociane dziewczę, bawiąc się w detektywa, wyciągnęło z jego znajomych najdrobniejsze szczegóły dotyczące jego upodobań i stylu życia. Następnie, uzbrojona w wiedzę na temat jego wymarzonego ideału kobiety dziewczyna, ruszyła do boju o jego serce. Zapinając się przedtem po szyję w kombinezon składający się z wszelkich atrybutów tegoż ideału. Początkowo efekt był piorunujący, trafiła bowiem „idealnie” w gust ofiary. Jak długo jednak można udawać kogoś, kim się nie jest, mało tego – kto dosyć znacznie różni się od nas samych? Gdy cel został osiągnięty, kombinezon szybko zaczął uwierać i światło dzienne ujrzały autentyczne cechy. Na jaw wyszły niewinne, aczkolwiek istotne kłamstewka. Tym razem efekt był po prostu niesmaczny.

Gierki wprost niewiarygodne.

Kolejnym przykładem niech będzie moja koleżanka z dawnej klasy, reprezentująca już bardziej skrajną wersję pozerstwa połączonego z ciężką mitomanią o charakterze długofalowym. Zawsze przewodnicząca klasy, „przyjaciółka” wychowawczyni. Potrafiła swoje ofiary, czyli kolejnych przyjaciół omotać tak, aby żyły w przekonaniu o jej rzetelności, niezawodności i przebojowości oraz zachwycały się jej szeroką wiedzą i elokwencją. Uwielbiała zabierać głos w każdej sprawie, niekoniecznie mając na dany temat wiele do powiedzenia. Była doskonałą oratorką, w swych wypowiedziach uprawiała kunsztowną sztukę owijania w bawełnę, starając się zarazem, aby żadna dyskusja nie umknęła jej uwadze i by wszędzie było jej pełno.

Zazwyczaj demaskowała się po pewnym czasie sama, brnąc w niestworzone opowieści (głównie na swój temat) tak daleko, że stawały się one zwyczajnie niewiarygodne. Wiele faktów łatwo było zweryfikować, znaliśmy się bowiem wszyscy nie od dziś. Jednak mitomanka upierała się przy swoim do samego końca i na każde niedowierzanie rozmówcy wymyślała kolejne argumenty. Tkwiła w wytworzonej przez siebie propagandzie sukcesu – opowiadała o korepetycjach u najlepszych profesorów, znajomości języków, odbytych podróżach i przeróżnych barwnych przygodach. Sprawiała wrażenie, że widziała w życiu już tak wiele, iż wie wszystko o wszystkim. Oto prosty mechanizm poprawiania sobie samopoczucia i dopingowania swojego ego.

Podobnych przypadków mogłabym przytoczyć jeszcze kilka. Jeden z nich to dziewczyna, która dzwoniła przez wyłączony telefon do lekarza konsultując swoją rzekomą chorobę nowotworową. Oczywiście żyje do dziś i miewa się świetnie, tak samo jak jej wyimaginowany ojciec w Meksyku. Brzmi to wręcz przerażająco, ale takie opowiastki to u mitomanów norma.

Gierki codzienne.

Zabrnęliśmy dość daleko, a nie zapominajmy, że przeróżne pozy, o nieco łagodniejszym charakterze, towarzyszą nam na co dzień. Za ich pomocą przeistaczamy się w lepszą wersję naszego ja – najczęściej w wyniku niskiej samooceny, niemożności pogodzenia się ze swoimi cechami czy też losem, poczucia niedocenienia, chęci zaimponowania innym. Poprzez niektóre pozy wzbudzamy litość i współczucie – pragnąc skupić na sobie uwagę innych lub po prostu zakomunikować jakiś wewnętrzny problem.
 
Pewne formy pozerstwa mają swoje konkretne, unikatowe nazwy. Na przykład postawa społeczna, polegająca na odgrywaniu kogoś, kim się nie jest, oraz ogromnych skłonnościach do deklaracji moralnych przy jednoczesnym braku moralnej wrażliwości, nosi miano dulszczyzny. Kojarzy się ona jednoznacznie z hipokryzją, zjawiskiem niestety dość powszechnym w polskim społeczeństwie. „Hipokryta napawa się rytuałem, krzykiem, chodzi do Kościoła, uważając, że to zaspokaja jego życie moralne. Przyzywa moralne reguły, w których wartość nie wierzy. Jest czuły na głos ludzi podobnych do niego, nie interesuje go ludzka krzywda, nie bierze za nic odpowiedzialności” – charakteryzuje współczesną Dulską doktor filozofii Magdalena Środa na łamach „Pani” (nr 01/2006). „Współczesna dulszczyzna utrudnia komunikację” – dodaje w tym samym artykule Mariola Bieńko, socjolog obyczaju. „Jest silnie związana z normami społecznymi, z pełnieniem pewnych powinności, a nie mówieniem o swoich potrzebach, pragnieniach czy lękach”. Czyż opis ten nie pasuje znakomicie do popularnego ostatnio określenia „moherowe berety”?

Polem dla „udawaczy” jest także Internet, który w ostatnim dziesięcioleciu zrewolucjonizował komunikację międzyludzką. Na licznych czatach, forach i komunikatorach możemy stać się choć na chwilę kimś zupełnie innym niż w rzeczywistości. Przeciwnicy takich form komunikacji mówią o niebezpieczeństwach, które czyhają na nas w sieci ze strony zboczeńców i manipulatorów. Nie panują tam bowiem żadne reguły gry – mężczyzna może udawać kobietę, dorosły – dziecko, zakompleksiony nastolatek – supermacho. Obrońcy zaś twierdzą, że nareszcie liczą się słowa, to co ma się w głowie, a nie wygląd zewnętrzny. Według nich Internet pozwala także otworzyć się osobom nieśmiałym i nie radzącym sobie w relacjach międzyludzkich w realu. Prawda leży zapewne pośrodku.

Gierki naturalne.

Oczywiście różne role społeczne, jakie odgrywamy w naszym życiu, wymagają od nas różnych postaw – inaczej zachowujemy się w domu wśród najbliższych, inaczej na imprezie wśród znajomych, jeszcze inaczej na zajęciach czy w pracy. Niektóre sytuacje wywierają na nas także presję dostosowania się – w nowym kręgu znajomych znacznie łatwiej jest zachowywać się tak, jak wymaga tego otoczenie, naśladować jego stałych członków, niż manifestować na każdym kroku swoją odmienność.

Często też zdarza nam się wpaść w pewną konwencję. Za przykład niech posłuży mój kolega, który wyznał kiedyś, że gdy zaczął grać na gitarze, nie mógł się oprzeć zwyczajowi noszenia trampek i długich włosów. Większości z nas nieobce jest także zjawisko mody, któremu ulegamy nieraz zupełnie nieświadomie, poddając się mocy odpowiednio zaplanowanego marketingu. Jak to się dzieje, że „wcale nie naśladując mody lansowanej w magazynach czy przez gwiazdy”, w danym sezonie podobają nam się akurat takie same ubrania i gadżety? Wszystko to jednak dotyczy naszej powierzchowności.

Grunt to zadbać o niezmienność naszej osobowości i nie udawać kogoś innego. Efekt taniego pozerstwa jest zazwyczaj krótkotrwały, bowiem każde kłamstwo prędzej czy później wyjdzie na jaw, a wówczas narażeni jesteśmy na śmieszność. Znane są oczywiście owiane legendą przypadki kłamców doskonałych takich jak bohater fimu „Złap mnie jeśli potrafisz”, a także liczni „podwójni mężowie”. Jednak dziś o nich mówimy, więc nie do końca udało im się oszukać cały świat. I choć często miliony ludzi tkwią w zbiorowej obłudzie (vide: politycy), to tajemnica autentyczności i naturalności tkwi w tym, by nie oszukiwać siebie samych.

Julia Słonina
julia.slonina@dlastudenta.pl

06.01.2006

Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
  • Gierki miłosne... [0]
    ProVato
    2009-12-14 01:47:25
    widzę że się na coś przydałem:) Jak miło po latach przeczytać coś ze swojego życia. To fakt, co napisała Julia! Naprawdę przebiegle niczym lisica zdobywała punkty "idealności". Choć prawdą jest to iż inna kobieta pomogła owej pani w zdobyciu mnie. Opowiedziała co lubię, czego w kobietach nie toleruję, co mnie kręci, jakie filmy są moimi ulubionymi, jednym słowem "podała mnie na tacy". Gra trwała trzy tygodnie, do chwili w której ujrzałem jej naturalność w rozmowie z inną osobą i dopiero w tedy otworzyłem oczy... reszty się domyślacie. Sam też nie jestem święty... grałem oschłego i obojętnego na kobietę którą mocno kochałem i kocham do dziś. Zbyt długo trzymałem się mojej roli... i przegrałem;( a chciałem tylko "coś" udowodnić. Dziś to coś to głupota.. błędu żałuję z całego serca, bo wystarczyło usiąść i szczerze porozmawiać(spokojnie), a tak straciłem "JĄ"
  • czkawka [0]
    Łukasz
    2006-02-12 17:59:40
    Jeśli krytyka to przede wszystkim konstruktywna. Przykłady tzw. " z życia" czynią tekst zbyt osobistym, by móc później budować na tym jakiekolwiek ogólne wnioski. Pamiętajcie proszę, że co prawda statystka nigdy nie kłamie, często jednak kłamią statystycy. Umieszczasz swój tekst w obszarze nowinek prosto kolorowych czasopism i taki jest wydźwięk niestety pozostaje. Przedstawiasz skrajnie jednostronne przykłady. Brak mi w Twoim tekście "drugiej strony". Jean Baudrillard twierdzi, że sam naturalizm, nie-pozowanie jest pozą. Każde bowiem zachowanie, nowe środowisko, sytuacja to cała paleta oczekiwań, które człowiek o r g a n i c z n i e pragnie spełnić. Czyli stosując Twoją typologię pozuje. Inny socjolog Zygmunt Bauman radzi, by unikać rozdzielania, wartościowania pozy i naturalizmu. Twierdzi, że - znowu idąc za Twoim nazewnictwem - powszecha niepewność, chwilowość ponowczesności wymusza zachowania, które można określić jako mimikra. Czy aby na pewno poza jest czymś ,co nalezy wartościować tak kategorycznie, jak Ty to w tym tekście czynisz? Czy aby na pewno negując, wyliczając pozy sama w istocie nie pozujesz? "Symulakr i symulacja"? No i drobne szczegóły na koniec: Magdalena Środa jest profesorem, a nie doktorem filozofii.
  • no no [0]
    Aśka
    2006-01-29 18:30:01
    artykul świetny,wlasnie te historyjki o kolezankach sa dobre,wiec tym benym i cala reszta sie nie przejmuj i pisz dalej!
  • suuuper!!! [0]
    kasia
    2006-01-13 16:29:00
    Mi się artykulik bardzo podobał i bardzo do mnie trafił, nie wiem czemu tyle nieprzychylnych i nieuzasadnionych opinii
  • codziennosc [0]
    kopernik
    2006-01-12 12:50:21
    widze artykul zbiera nie ciekawe opinie ale jak dla mnie tekst udany. autorka przytacza przyklady ze swojego otoczenia czy to zle? skoro aby ukazac problem nie trzeba szukac daleko. jak to sie mowi "panie Boze uchron mnie przed fałszywymi przyjaciolmi z wrogami sam dam sobie rade".
  • Do dupy??? [0]
    Monia
    2006-01-11 12:21:40
    Drodzy poprzednicy, a co oznacza sformułowanie "do dupy"? Jeśli krytykujecie nich będzie to krytyka konstruktywna, z której autorka wyciągnie wnioski. Albo napiszcie coś sami i wtedy argumentujcie dlaczego negatywnie oceniacie czyjś sposób pisania, pozdrawiam. PS. Moim zdaniem tekst lekkostrawny, tematycznie zrealizowany, nie zawsze trzeba używać naukowych zwrotów, wystarczą przykłady z życia!
  • do dupy [0]
    damian
    2006-01-09 15:09:32
    tekst jest beznadziejny! troszke ci nie wyszlo
  • nie tego oczekiwałem [0]
    beny
    2006-01-08 21:09:38
    jak dla mnie artykuł dosyć słaby wiecej faktów a nie historyjek o koleżankach....
  • do dupy;] [0]
    noname
    2006-01-08 15:45:43
    zastanowilas sie chociaz o czym dokladnie piszesz?
Zobacz także
Młodzi, wykształceni durnie z wielkich miast
Młodzi, wykształceni durnie z wielkich miast

W naszym pokoleniu liczba ludzi bezmyślnych, ślepo przyjmujących punkt widzenia innych bez jakiejkolwiek własnej refleksji jest po prostu przerażająca.

Brak zdjęcia
Psychicznie chorzy - ujarzmić obłąkanie

Nie ulega wątpliwości, że człowiek psychicznie chory widzi świat w sposób specyficzny, inny niż wszyscy. Zaklasyfikowani do tych samych grup chorobowych mienią się różnorodnością odczuć i przeżyć. Społeczeństwo stara się poradzić sobie z problemem odmienności, kiedyś marginalizując, dziś reintegrując.

Brak zdjęcia
Więźniowie DNA?

Każdy chciałby wierzyć, że wszystko zależy od niego samego i że może zmieniać własne życie, kiedy tylko tego zapragnie. Myśl o tym, że coś, na co nie mamy wpływu, steruje naszym działaniem, jest co najmniej niewygodna. Nikt nie chce wierzyć w przeznaczenie (no może poza takim ujęciem, że gdzieś kiedyś spotkamy swoją drugą połówkę pomarańczy), bo takie myślenie ogranicza. Po co się starać, skoro i tak będzie co ma być? Ale nie o przeznaczeniu będzie ten tekst.

Polecamy
Ostatnio dodane
Młodzi, wykształceni durnie z wielkich miast
Młodzi, wykształceni durnie z wielkich miast

W naszym pokoleniu liczba ludzi bezmyślnych, ślepo przyjmujących punkt widzenia innych bez jakiejkolwiek własnej refleksji jest po prostu przerażająca.

Brak zdjęcia
Psychicznie chorzy - ujarzmić obłąkanie

Nie ulega wątpliwości, że człowiek psychicznie chory widzi świat w sposób specyficzny, inny niż wszyscy. Zaklasyfikowani do tych samych grup chorobowych mienią się różnorodnością odczuć i przeżyć. Społeczeństwo stara się poradzić sobie z problemem odmienności, kiedyś marginalizując, dziś reintegrując.