Nasze komentarze - Naszym zdaniem

Max, nie daj się

2013-09-10 15:16:11

W kilka miesięcy zdominował polskiego YouTube'a z miejsca tworząc kanał, którego filmy odwiedzane są przez kilkaset tysięcy użytkowników. Krytykuje mainstreamowe media, zarzucając im ogłupianie widza, indoktrynację, totalnie niezrozumienie zmian zachodzących w polskim społeczeństwie oraz samozadowolenie. Tym samym z miejsca staje się jednym z głównych wrogów establishmentu, który najpierw starał się ignorować coraz większą widownię MaxTV, potem bezskutecznie napuścił swoich cyngli, żeby ośmieszyli go i zaklasyfikowali w oczach odbiorców jako prawicowego oszołoma w jednym worku z Korwinem i Cejrowskim, a teraz zaczynają otwarcie z nim walczyć (patrz kompletnie nieudany vlog Tomasza Machały). Mariusz Max Kolonko mówi jak jest i nazywa rzeczy po imieniu, a rodzime media utaplane w powiązaniach polityczno-biznesowych nie wiedzą jak przeciwstawić się facetowi, który wrzuca do sieci dwa kilkunastominutowe filmiki na tydzień.

Nie wiem, jaki wy, drodzy czytelnicy, macie pogląd na klasę i umiejętności polskich dziennikarzy, ale ja z całym przekonaniem uważam, że najbardziej kompetentnymi w tej dziedzinie są ludzie, którzy nie ukończyli tego kierunku studiów i mają konkretne specjalistyczne podłoże swojej wiedzy – dziennikarz ekonomiczny ma np. za sobą studia finansowe, a ktoś zajmujący się sprawami zagranicznymi ukończył chociażby filologię obcą. Bardziej zaufam człowiekowi, dla którego dziennikarstwo nie jest jedynym możliwym źródłem zarobku i jeśli dojdzie do wniosku, że ma dość tego branżowego bagienka, to może bez większych przeszkód realizować się w innym kierunku. Ci z kolei, którzy nie potrafią nic innego, jak tylko podlizywać swoim szefom i próbują zgadywać, co oni by pomyśleli na konkretny temat, są w rzeczy samej najgorsi. To oni będą w swoich opiniach najbardziej radykalni, bo wiedzą, że dla nich cały czas toczy się gra o zawodowe być albo nie być. Mariusz Max Kolonko nie musi tego nie robić. Ten facet zarobił swoje, zakładając rentowne przedsiębiorstwo budowlane i tak naprawdę, to gdyby chciał, to nie musiałby robić tych wszystkich stand-upów i korespondencji ze Stanów Zjednoczonych łącznie z dziwnie wypominanym mu w każdym krytycznym artykule poszukiwaniem UFO w Kolorado, które miało miejsce 15 lat temu. Obśmiewają go i oskarżają o islamofobię/rasizm/nacjonalizm/fanfaronadę (niepotrzebne skreślić) specjalnie wydelegowane do tego zadania no-name'y (wybaczcie, ale nie mam ochoty robić reklamy nazwisk ludziom z Wprost czy Gazety Wyborczej, zresztą Internet nie zapomina i łatwo te teksty znaleźć), które nigdy nie podniosą się ze swoich wypierdzianych foteli, bo nikt też nie będzie miał żadnego celu w tym, żeby ich gdzieś wysłać. A za ponoć niepodważalnego arbitra dziennikarskiej elegancji mówiącego, że Kolonko prezentuje poziom Monty Pythona, uchodzi pan, który swego czasu nazwał obywatelki Ukrainy robotami do sprzątania.

Do głowy tym wszystkim medialnym gębom nie przyjdzie, że główną przyczyną popularności Kolonki jest właśnie ich buta, stronniczość, manipulowanie faktami i bezwzględne oddanie dla interesu tych, którzy patronują sieci kontaktów, pod którą są akurat podwieszeni. Rację ma Kolonko, kiedy mówi, że nie ma większego hipokryty w polskich mediach niż Tomasz Lis, który jednego dnia prowadzi krucjatę przeciwko ingerowaniu przez tabloidy w życie prywatne państwa Stuhrów, a następnego nie ma żadnych problemów z tolerowaniem na firmowanym przez siebie portalu hejterstwa internautów i artykułów jawnie zachęcających do łamania prawa tajemnicy korespondencji Holochera czy innego Hofmana (a i to tak tylko jeden z tysięcy przykładów na podwójną moralność jednego z najbardziej jadowitych w swojej nienawiści dziennikarzy w Polsce).

Rację ma Kolonko, kiedy twierdzi, że Kuźniar to zwykły medialny propagandzista, który swoje rozmowy z przedstawicielami nieodpowiadającej mu opcji politycznej przeprowadza w jednym celu ośmieszenia rozmówcy albo włożenia mu w usta tego, czego nie powiedział, a przy okazji w swojej naiwności uwierzył, że ludzie go pokochali, bo oglądają jego bzdety przy porannej kawie. Od razu mu powiem, że nie – kto z was wie, jak nazywali się prezenterzy Dziennika Telewizyjnego z lat 70. czy 80.? Nikt ich już nie pamięta, bo tylko czytali (i wierzyli też, oj wierzyli) w to, co napisał im na prompterze ktoś inny, a taki Kuźniar dobrze wie, że jego miejsce mogą zająć setki następnych. Kiedy telewidzowie doszli do głosu, dostał tysiąc listów z prośbą, żeby jednak wynosił się do tej Kanady, o której tak marzy, ale w której nie miałby szans nic osiągnąć, bo przecież nic nie potrafi, a zatem musi zostać w tej znienawidzonej Polsce, która dziwnym trafem pozwoliła mu na zrobienie kariery.

Rację ma Kolonko, kiedy obrusza się na dziwaczną hipotezę prowadzącego jednego z najbardziej żenujących seansów pogardy w całej telewizji Grzegorza Miecugowa, który uważa, że upadek jakości mediów w Polsce spowodowany jest przez widza. Ten człowiek myśli, że jeśli posiedzi sobie w swoim krzesełku przez godzinę, puści parę nieśmiesznych filmów i zamieni słowo z wagonem frustratów (Gratuluję programu! A ten PiS i Kaczyński to...), którzy rozmowę z panem redaktorem od Big Brothera będą uważać za swoje wielkie życiowe osiągnięcie, to już wie, jakie są nastroje społeczeństwa i będzie tkwił w swoim przekonaniu, że wie, co myślą i chcą oglądać ludzie.

Problem w tym, że nigdy tego nie zrozumie, bo tak jak cała ta ekipa zasiedział się w swojej wirtualnej, obrażającej inteligencji normalnego widza rzeczywistości. Napisałem sobie artykulik, zrobiłem programik i już myślę, że jest super, bo świetnie oceniają go ludzie, którzy się ze mną zgadzają. A prawda jest taka, że taki Kolonko, który od ćwierć wieku jest emigrantem i siedzi kilka tysięcy kilometrów od kraju jest w stanie lepiej zdiagnozować zainteresowania Polaków, którzy mają dość sztucznie nakręcanych tematów i odwracania uwagi od tego, co jest naprawdę istotne, bo jak coś nagłośnimy, to jeszcze władza będzie miała kłopoty, a jak władza się zmieni, to nie będzie wiadomo, co się wtedy z nami stanie. Najlepiej więc będzie, jak będziemy wciskać ludziom gadające o niczym głowy polityków i bzdury typu lądowanie Dreamlinera czy innego Pierdolino.

Oglądanie TVN i czytanie Gazety Wyborczej stało się identycznym obciachem jak jeszcze kilka lat temu głosowanie na PiS. Te media opisują w przeciwieństwie do Kolonki rzeczywistość wykreowaną, w którą tylko oni sami wierzą i jeszcze mają czelność pouczać, że jeżeli nie myślimy tak jak oni, to coś z nami jest nie tak. Max słusznie zauważył, że w Polsce jest naprawdę ogromna rzesza młodych ludzi o poglądach centrowo-konserwatywnych, którzy mają dość nachalnego wciskania im przez media poczucia zagrożenia, co będzie, jeżeli zmienią się rządy. Nie, nikt nas nie wyrzuci z Unii Europejskiej, „faszyści” nie wyjdą na ulicę i nie będą bić każdego, kto im się napatoczy, a „autorytety” i „intelektualiści” z całego świata wcale nie będą się z nas protekcjonalnie śmiać. Każdy, kto rzuca w eter takie teksty, broni tak naprawdę własnego stołka i wyobrażenia sprzed sześciu-siedmiu lat, do którego zdążył się przyspawać, ale czasy się trochę zmieniły i nie robi to już dzisiaj na nikim żadnego wrażenia - odbiorcy wolą posłuchać kogoś postrzeganego jako osoba spoza wszelkich układów. I dlatego taki Kolonko jest groźny – nawet nie dlatego, że nie wiążą go żadne powiązania biznesowe czy towarzyskie, że jest finansowo niezależny i że ludzie chcą oraz lubią go oglądać. On jest niebezpieczny dlatego, że skłania ludzi do myślenia i uświadamia im, jak bardzo są naiwni, wierząc w bezinteresowne intencje mediów głównego nurtu. A te już mu tego nie podarują.

Jerzy Ślusarski
(jerzy.slusarski@dlastudenta.pl)

Słowa kluczowe: mariusz max kolonko max tv felieton media w polsce dziennikarstwo hipokryzja tvn wyborcza tomasz lis
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Warto przeczytać
Naród idiocieje na potęgę
Naród idiocieje na potęgę

Już wkrótce nazwisko Wołodyjowskiego poznamy z pieśni na meczach siatkówki, a Soplicę skojarzymy tylko z nazwą wódki.

Co z tym Tomaszem Lisem?
Co z tym Tomaszem Lisem?

Ostatnie dokonania naczelnego Newsweeka dobitnie pokazują, że jego praca z dziennikarstwem (w tym klasycznym ujęciu) ma już naprawdę niewiele wspólnego.

Zobacz także
Komunistyczne pomniki mają się w Polsce dobrze
Komunistyczne pomniki mają się w Polsce dobrze

Czy niszczenie paskudnych reliktów przeszłości zasługuje na miano przestępstwa?

Max, nie daj się
Max, nie daj się

Mariusz Max Kolonko znienawidzony przez media głównego nurtu, bo skłania ludzi do myślenia.

Naród idiocieje na potęgę
Naród idiocieje na potęgę

Już wkrótce nazwisko Wołodyjowskiego poznamy z pieśni na meczach siatkówki, a Soplicę skojarzymy tylko z nazwą wódki.

Ostatnio czytane
Naród idiocieje na potęgę
Naród idiocieje na potęgę

Już wkrótce nazwisko Wołodyjowskiego poznamy z pieśni na meczach siatkówki, a Soplicę skojarzymy tylko z nazwą wódki.

Co z tym Tomaszem Lisem?
Co z tym Tomaszem Lisem?

Ostatnie dokonania naczelnego Newsweeka dobitnie pokazują, że jego praca z dziennikarstwem (w tym klasycznym ujęciu) ma już naprawdę niewiele wspólnego.

Popularne
Parada kościotrupów
Parada kościotrupów

Dziś, w dobie anorektycznego trendu, nosić rozmiar 36 to jak balansowanie na krawędzi otyłości. Jeszcze się liczysz w towarzystwie, ale nosić 38... Oj, to już nie wypada zostać przyłapaną na jedzeniu. Choćby marchewki.

Krewniaczka. Kilka słów o oddawaniu krwi
Krewniaczka. Kilka słów o oddawaniu krwi

Pierwszy raz zdecydowałam się oddać krew jakieś trzy lata temu. Dlaczego? Po prostu chciałam komuś pomóc. Ostatecznie te 450 ml krwi mniej w organizmie mnie nie zabije. W tej chwili nie umiem dokładnie określić, co mną kierowało. Czy chciałam poczuć się lepiej? Całkiem możliwe. Czy się bałam?