Reportaż - Naszym zdaniem

Życie seksualne imigrantów w USA

2006-11-09 10:55:12

 Seks już dawno przestał być w Stanach Zjednoczonych tematem tabu. Może dlatego, że nie ma tam ani Radia Maryja, ani ojca Rydzyka, ani klanu Giertychów, z ministrem edukacji na czele, który z pewnością starotestamentowego proroka oddziela ziarna od plew, dobro od zła, a co za tym oczywiście idzie - dobre dzieci od złych.

W USA pan Giertych specjalnej kariery by nie zrobił, chyba, że urodził by się jakieś stulecie wcześniej. Wtedy mógłby może nauczać o grzechu pozamałżeńskiego seksu i specjalnych szkołach dla trudnych (cokolwiek to znaczy) dzieci. Tymczasem w Stanach pozamałżeńskie życie seksualne kwitnie, a wszystkie te obrazki, które widzi się w filmach z cyklu "co robią amerykańskie nastolatki, gdy nie ma rodziców", nie są wcale tak przerysowane, jak się myśli.

Seks (nie tylko) w wielkim mieście

Samantha ma 19 lat, waży grubo ponad 140 funtów, ubrania kupuje na męskim dziale Wal-Martu, a z jej imienniczką z "Sex&the city" łączy ją tylko i wyłącznie zamiłowanie do tego pierwszego. Właśnie skończyła zawodówkę gastronomiczną w Californii i wyjechała na kilkumiesięczne praktyki do Colorado, oddalonego o dobę jazdy samochodem od jej rodzinnych stron.

Dan ma 22 lata, jest emigrantem z Peru. Sięga mi mniej więcej do ramienia, nie skończył studiów; przebywa w USA na osiemnastomiesięcznej wizie H2B. Jednym z marzeń Dana jest pić wódkę tak, jak robią to Polacy. Żadnego dwuprocentowego amerykańskiego Budlighta, żadnej meksykańskiej Corony. Tylko wódkę, w czystej postaci. I nadarza się okazja, by to marzenie zrealizować. Więc Dan pije - jeden kieliszek za drugim, nie reagując na moje sugestie, że prawdziwą sztuką jest picie z umiarem. Pije też Samantha, w podobnym tempie, próbując zagłuszyć własne kompleksy Smirnoffem o smaku owoców cytrusowych.

Dan i Samantha lądują w końcu w mojej łazience, której powierzchnia wynosi jakieś 4 metry kwadratowe. Rano drzwi łazienki są zablokowane; na ziemi leży całkowicie naga Samantha, Dan również leży, ale na łóżku w sąsiednim pokoju, nakryty jedynie moim ręcznikiem. Gdy się budzi, walcząc chyba z kacem - fizycznym (a prawdopodobnie także moralnym), chwyta mnie za ramię i pyta: - Gosia, powiedz mi, co ja wczoraj robiłem?

Niewiele myśląc, odpowiadam: - Dan, myślę, że uprawiałeś seks z Samanthą.

Dan pyta z niedowierzaniem: - You're fuckin' joking?!

Edward Hall i natura mieszkańców krajów południowych

Pech chciał, że znalazłam pracę we włoskiej restauracji. Po dwóch tygodniach zaczęłam się zastanawiać, czy nie napisać reportażu o traktowaniu dotyku w kulturach południowych. Hall byłby ze mnie dumny (Edward T. Hall, słynny amerykański antropolog, autor książki pt. "Ukryty wymiar" - przyp. red.). Jak powszechnie wiadomo, zły dotyk boli całe życie, a my, jako obywatele zimnych północnych krajów, przypadkowego dotyku, nawet nienacechowanego seksualnie, nie znosimy.

Tymczasem przyszło mi pracować w miejscu, gdzie kelnerami było trzech Włochów i trzech Turków, na dokładkę - menendżer Mario, ochrzczony nieoficjalnym pseudonimem SuperMario, również Włoch, na dodatek 57-letni, ze zdecydowanie zbyt wysokim poziomem testosteronu w organizmie. Naliczyłam ze trzy sytuacje, gdy mój menedżer przeszedł obok mnie, nie poklepawszy mnie po ramieniu lub nie dotknąwszy mojej dłoni. Widocznie bardzo się spieszył.

Pewnego dnia, nieświadoma jeszcze niebezpieczeństw, jakie na mnie czyhają, zgodziłam się na wspólną podróż z Mario do oddalonego o 70 mil drogi Montroes, w celu odwiedzenia Wal-Martu. Wynajęcie samochodu w USA kosztuje ok 100$ dziennie, a biednego emigranta (nawet tymczasowego) nie stać na takie luksusy. Jadę więc z moim szefem jego jeepem, korzystając z wolnego wtorku (pierwszego od miesiąca), gdy on znienacka pyta: - Malgorzata (wymawiane jako Malgor-zata; trudno wytłumaczyć komukolwiek, że w Polsce te dwie litery wymawia się jako jedną głoskę), zgadnij ile mam lat.

Mario wygląda na 60, ale grzecznie odpowiadam: - Pięćdziesiąt?

Mario na to: - Nie, Malgor-zata, mam 57. A moja dziewczyna ma 30. Co Ty na to?

Pytanie jest podchwytliwe; mówię więc: - Wiesz, Mario, nieważne, ile masz lat, ważne na ile się czujesz.
- No właśnie... właśnie... Malgor-zata, co robisz dziś wieczorem... ?

Ja: - Nie wiem... Ale co na to twoja dziewczyna?

Mario: - Ona nie jest zazdrosna.

Mario i filozofia bycia kelnerem

Z Mario nie widywałam się jednak często; był menedżerem i miał zupełnie inne obowiązki, niż kelnerzy. Codziennie pół godziny przed otwarciem restauracji organizował jednak spotkania z całą załogą. Wchodził wtedy na drewniane schodki, niczym ksiądz wchodzi na ambonę (Włochy to zresztą przecież kraj katolicki) i przemawiał. Do jego ulubionych zdań należało: - Przez dwadzieścia lat byłem pracownikiem restauracji, przez następne dwadzieścia - menedżerem...

Był to punkt wyjścia do rozważań zarówno filozoficznych - o psychologii klienta, misji, jaką niesie ze sobą zawód kelnera, jak i czysto praktycznych - czyli wymienianiu błędów, jakie popełniamy w czasie pracy (z kolejnością sprzątania brudnych naczyń ze stołu łącznie). Mój sąsiad z "ławki", którym zwykle był 25-letni Brazylijczyk Miguel, szeptał, chichocząc: - Widziałaś obraz da Vinci... "Ostatnia wieczerza"...? Tam jest taka postać, przemykająca się z tyłu... To Mario! Już wtedy podawał do stołu...

Ale dużo gorsi byli kelnerzy, to z nimi pracowałam na co dzień. Szczególnie osiągnięciami pod tym względem zapisała się Banda Drombo w składzie Bruno, Salih i Guk- Sal.

Banda Drombo - Bruno, Salih, Guk-Sal

Bruno był czterdziestoletnim Włochem i zdecydowanie przesadzał z ilością żelu, który z lubością wmasowywał w swoje włosy. Nieraz klienci, którzy siedzieli w restauracyjnym ogródku, przywoławszy mnie do stolika żartowali: - Powiedz mu, żeby nie stał tak blisko stolików, bo wiesz... ogień... włosy... Ten żel jest chyba łatwopalny...

Bruno swe życie dzielił między Stany Zjednoczone i Sycylię, pół roku tu, pół roku tam, od dwunastu lat. Z rzewnością opowiadał o swoim ostatnim, zamkniętym już niestety w przeszłości związku, z kobietą o uroczym imieniu Pinoccia. Wspomnienia dawnego związku nie przeszkadzały jednak Brunowi na wysuwanie daleko idących propozycji w moją stronę: - Bella! - mówił (niestety poziom jego IQ nie pozwalał mu na zapamiętanie mojego imienia) - adoptuję Cię i pojedziemy do Nebraski, będziesz mi gotować obiady i urodzisz mi fajne dzieci.

Jeszcze gorzej sytuacja miała się z parą Turków, zresztą kumpli ze studiów, Saliha i Guk-Sala. Salihowi zresztą bez żadnych wątpliwości mówiłam, że go nie lubię.

- Darling - zaczynał Salih - lubisz mnie?

- Nie, Salih, ani trochę (w odpowiedzi nie było żadnej kokieterii).

- To powinnaś mnie zobaczyć w łóżku. Pewnie widzisz to w swoich snach - mówił pewny siebie Salih.

- Może. W koszmarach - odpowiadałam.

W końcu Salih zmienił strategię; zabierał moje napiwki i skarżył menedżerowi, że źle zamiatam podłogę.

Romans z Amerykanką gwarancją pracy dla emigranta

Jednym z najbardziej bezczelnych emigrantów, jakich poznałam w Stanach, był 28-letni Robert z Węgier. Gdy przyjechał do USA, nie znał ani słowa po angielsku i pracował w pralni razem z Meksykanami. Teraz, po 6 latach pobytu i trzyletnim papierowym małżeństwie z Amerykanką, jest właścicielem zielonej karty, menedżerskiego stanowiska i wartego 100 000$ domu. To właśnie Robert po kilku piwach, z przyklejonym uśmiechem trzynastoletniego łobuziaka, miał w zwyczaju mawiać: - Kochanie, gdy będziesz mokra i gotowa, po prostu daj mi znać.

Ale seks można wykorzystać również po to, by zarobić pieniądze. I nie mówię tu bynajmniej o prostytucji. Przynajmniej w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Do naszego kolegi z Polski, Marcina, który pracował jako kelner w jednej z drogich restauracji w centrum, zadzwonił kiedyś telefon. Dzwoniła Amerykanka, której stolik obsługiwał kilka dni temu. Podała adres. Tego dnia Marcin wprawdzie nie spał w domu, ale zyskał klientkę, która dawała najlepsze napiwki w historii całej restauracji.

Życie seksualne made in USA

Gdyby więc strażnik polskiej moralności, Roman Giertych, mieszkał w Stanach, z pewnością trafiłby już dawno do szpitala psychiatrycznego. Seks w Stanach bowiem nie tylko przestał być tematem tabu, lecz stał się towarem, równie łatwo dostępnym jak hamburger w McDonaldzie i równie powszechnym jak muzyka Britney Spears. Tutaj nic nikogo nie dziwi - pary, w których różnica wieku wynosi ponad trzydzieści lat, otwarte propozycje wspólnych nocy wysuwane mniej lub bardziej serio, numery telefonu wpychane przez tlenione na blond nastolatki do kieszeni spodni trzydziestoletnich kelnerów... I pomyśleć, że jeszcze 50 lat temu amerykańskie media, zbulwersowane raportem Alfreda Kinseya trąbiły o powrocie do zasad moralnych i dawnego porządku.

Trochę przypomina mi to rzeczywistość z "Nowego wspaniałego świata" Aldousa Huxleya, w którym to bohaterowie od dzieciństwa uczyli się przestrzegania bezwzględnego nakazu seksu bez żadnych zobowiązań i zaangażowania emocjonalnego. Lenina Crowne mówiła przecież: „Nigdy nie odkładaj do jutra przyjemności, którą możesz mieć dzisiaj". Choć może trochę przesadzam...

Małgorzata Kaczmar
(malgorzata.kaczmar@dlastudenta.pl)

Słowa kluczowe: reportaż USA seks imigranci Stany Zjednoczone Ameryka
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
  • well done... [0]
    polish_american
    2007-03-13 16:17:42
    I really enjoyed readin'this report! Everyone should take a look @ it before goin'there, Not to be surprised. Well,USA is an awesome country!
  • Emilko powiedz gdzie mieszkasz... [0]
    Bonzo
    2007-03-03 13:36:03
    Nie chciałbym się na ciebie napatoczyć i zarazić się AIDS-em...
  • gratuluje [0]
    Emilka
    2006-11-22 09:29:23
    miło sie czytało, łezka w oku sie zakręcila na myśl o wspomnieniach ze Stanów ;)
  • uszanowanie [0]
    ....
    2006-11-11 09:54:32
    Nie mogłaś lepiej trafić w sedno, po prostu to wszystko wygląda i jest takie samo. Ja po pobycie w USA w czasie tych wakacji wiem, że to jedno z najgorętszych miejsc na tej ziemi...a może najgorętsze?
  • gratulacje... [0]
    Pudel
    2006-11-10 17:18:31
    Babe, pamietaj, że mogło być gorzej;) (i bedzie, gdy się pojawimy ta za rok:D)
  • eh eh eh... [0]
    Auron
    2006-11-09 21:13:27
    so sad:(....pogratulować świetnego reportażu ;)
  • Gdyby ktoś pytał... [0]
    usa_2006
    2006-11-09 19:10:47
    Gdy ktos mnie kiedyś zapyta, jak było w USA, podam linka do tej publikacji. Jest dokładnie tak.
  • Brawo. [0]
    misza
    2006-11-09 16:31:40
    Świetny reportaż.
Zobacz także
Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali
Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali

Odważna i ambitna próba obalenia mitu Polski Niewinnej czy upiorne pomówienie wszystkich Polaków?

Studia w Indiach. Nie tak straszne jak je malują
Studia w Indiach. Nie tak straszne jak je malują

"Nigdy nie widziałem kraju, który zawierałby w sobie tyle kontrastów. Przepych, piękno i nieskazitelność z jednej strony, z drugiej bardzo łatwo przeradza się w straszną biedę i syf.".

Zdjęcie ślubne z Auschwitz
Zdjęcie ślubne z Auschwitz

„Moja kochana, kochana Margo, tulę Cię namiętnie do siebie i życzę Ci na święta wszystkiego najlepszego. Na zawsze Twój R. Co porabia mój mały uparciuch. Pisz mi dużo o nim. Moc ucałowań dla Was obojga!”.

Polecamy
Ostatnio dodane
Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali
Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali

Odważna i ambitna próba obalenia mitu Polski Niewinnej czy upiorne pomówienie wszystkich Polaków?

Studia w Indiach. Nie tak straszne jak je malują
Studia w Indiach. Nie tak straszne jak je malują

"Nigdy nie widziałem kraju, który zawierałby w sobie tyle kontrastów. Przepych, piękno i nieskazitelność z jednej strony, z drugiej bardzo łatwo przeradza się w straszną biedę i syf.".