Reportaż - Naszym zdaniem

Wilk z żelaza, czyli człowiek z Wilna. Część I

2007-04-03 15:40:15

 Na początku nie będzie jednak żadnego wilka. Wilk z żelaza dopiero się pojawi, aktualnie grzecznie czekając na głowy skinienie. Gdyż wedle legendy o założeniu Wilna było tak...

Giedymin, wielki litewskiego państwa odnowiciel, wybrał się razu pewnego na polowanie, wraz ze swą świtą.  W odległości od Trok mil cztery, już po ubiciu leśnej zwierzyny - dzikiego tura - odczuł nagłe a niezwyciężone zmęczenie. (Wszak tur był szybkonogi). Poddawszy się senności, Giedyminas zaległ był na polanie, w dolinie Świntoroga, czyli u podnóża dzisiejszej Góry Zamkowej. A trzeba by dodać, iż już ku zmierzchowi się miało. Tak Wielki Książę, szumem nurtu sennej Wilenki ukołysany, wił się jak dziecię słodko...

Do czasu. Bo oto wilk żelazny, znienacka we śnie się zjawiwszy, przeraźliwie zawył. Niczym sto wilków skowyczących straszliwie, wniebogłosy ujadał! Po nagłym przebudzeniu, Giedymin przywołał pogańskiego kapłana, imieniem Lizdejko, znanego snów tłumacza, który i ten sen niezawodnie miał objaśnić. Objaśnił więc wielce rozumny mędrzec ów, w tych słowach niezawodnie: „Żelazny wilk oznacza potężny zamek, który winien z woli bogów być tu postawion, przeraźliwe zaś wycie, znamionuje sławę tegoż grodu, która rozejdzie się szeroko, po całym świecie". Przekaz piękny, aż tabun łez się pod podkrążonymi oczyma zbiera, lecz można by zapytać - gdzie ta sława, gdzież te niegdysiejsze śniegi? Czas chyba nadszedł taki, by żelazną tę legendę raczej między bajki włożyć...Czyżby?

Jak się okazuje, z upodobaniem do legend na Litwie rzecz ma się podobnie, jak i ze skłonnością do wypitki. Słowem, ponad przeciętną europejską. Dość jednak mitów, bajkowych, ustnych przekazów. Teraz Wilno. Dla wielu krajan nadal polskie. Przez piątą kolumnę Nam odebrane. Jakie jest naprawdę? Kilka tygodni pobytu z pewnością nie wystarczy,  by choć przybliżyć jego charakter.
Wilno. Dumna stolica Litwy o rozciągłości przypominającej Wrocław. Nietuzinkowe miasto, chętnie zdradzające barokowe bogactwo swych dziejów. Podskórna siatka urokliwych uliczek, którą należy nieco rozdrapać. Naruszyć jej cielesną nietykalność, zasmakować dziwnej mieszaniny kultur, w której o swe miejsce walczą Litwini, Polacy, Rosjanie, Białorusini, Żydzi... I Wilno. Miasto przeoczone.

Kilkanaście godzin pekaesem. Przesiadka. Kurs na stolicę. Chciałoby się rzec: w błyskawicznym tempie, lecz nie ma co szydzić, w końcu wagarowicz nie marudzi. Niegdyś szlak koleją prowadził przez Grodno, niosąc mnóstwo dodatkowych atrakcji, które były dziełem nieugiętych celników, bezlitosnych bileterów, podejrzanych typków, cinkciarzy... W autobusie szwarzcharakterów  tej maści nie doświadczysz. Zamiast tego widok na przydrożne domki z burych desek, z białej cegły. Popadające w ruinę, zmurszałe. Na parkingu przed gankiem zaparkowany, groteskowo przerośnięty, lśniący, gwiezdnie opalizujący automobil.  Obowiązkowo dłuższy od przysłowiowej „czarnej Wołgi". I tylko trochę odrobinę mniejszy od samego domu.
Jadę i myślę o tej legendzie, o wilku z żelaza, o baszcie na Zamkowej Górze. W głowie same niewyraźne, nieforemne kształty. Litwa z kart książek to abstrakcja. Jak malarstwo  Kandinskiego, jakiś Jackson Pollock, obrazy stworzone z bohomazów, zdeformowanych maźnięć malarskiego włosia. Mimo, że albumy ze zdjęciami, dokumentalne koprodukcje filmowe, relacje z podróży, nic nie układa się w spójną całość, choćby w ogryzek całości.  Dlatego jedziemy. Jeszcze do lat 50. na Litwie wszędzie stały niewzruszenie drewniane kapliczki, czterometrowe, dębowe lub metalowe krzyże z wplecionymi półksiężycami. Mariaż dwóch religijnych porządków, bieguna chrześcijańskiego z pogańskim bałwochwalstwem. Teraz kapliczek nie widać. Wyrąbali rośli drwale, rozjechały radzieckie traktorzystki, buldożery. Pożarły muzea, na wieki wieków. Ale to już. Właśnie wjechaliśmy klinem do samego miasta. Dwie godziny temu minęliśmy granicę.

Mimo, że Litwa jako ostatnia z europejskich państw zdecydowała się przyjąć chrzest (w 1387 r.), Wilno to miasto kościołów. Cerkwi. Kiedyś także dziesiątek synagog. Jakby na przekór, na siłę, dziesiątki powbijanych w miasto świątyń wielu wyznań, otaczanych wąskimi arteriami ulic o kocich łbach, świadczyło tym, że pogaństwa już tu nie ma. Że błysk świętego ognia, długotrwały odcisk kultu wielu bogów, przeminął wraz z wiatrem od Rzymu.  Najciekawsze jest to, że na pierwszy rzut oka, na drugi i trzeci też, wcale nie czuć oddalenia. Innej przynależności państwowej, odrębności kultur, czegokolwiek dla Litwy symptomatycznego, co nie byłoby choć odrobinę swojskie, nasze, od wczesnego dzieciństwa bliskie.

I nawet przy dobrej woli, przy usilnym, z zapalczywością maniaka upartym zawzięciu, wschodniej egzotyki widzę tu tyle, co pies Szarik, wielkanocny zajączek, kot Filemon - napłakali razem wzięci. I oczywiście nie ma się czemu dziwić, wszak to nie drugi kraniec ziemskiej kuli. Lecz podróżniczy dyletanci właśnie tak mają. Przy pierwszym lepszym straganie, odzywa się we mnie skryty zew turysty-amatora. I nieistotne jest, że potwornie kaleczy się wielowiekowy zasób leksykalny litewszczyzny, niemiłosiernie szargając składnię - ważne, by ewokować nowy mit: Polaka  poligloty!:

- Laba diena! Pra¹om...ech...no...

- Ach, pan Polak? Proszę nie trudzić.  Proszę po polsku. 

I tyle z moich dobrych chęci, przynajmniej na teraz. A jutro, to zupełnie inna sprawa. Jutro wyruszamy na Wiedeń! A przynajmniej powłóczyć się nieco po Starym, wileńskim mieście...

- na zdjęciu panorama Wilna (fot. tabibito.de)

Grzegorz Czekański
(grzegorz.czekanski@dlastudenta.pl)


 
Słowa kluczowe: Wilno Litwa reportaż
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali
Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali

Odważna i ambitna próba obalenia mitu Polski Niewinnej czy upiorne pomówienie wszystkich Polaków?

Studia w Indiach. Nie tak straszne jak je malują
Studia w Indiach. Nie tak straszne jak je malują

"Nigdy nie widziałem kraju, który zawierałby w sobie tyle kontrastów. Przepych, piękno i nieskazitelność z jednej strony, z drugiej bardzo łatwo przeradza się w straszną biedę i syf.".

Zdjęcie ślubne z Auschwitz
Zdjęcie ślubne z Auschwitz

„Moja kochana, kochana Margo, tulę Cię namiętnie do siebie i życzę Ci na święta wszystkiego najlepszego. Na zawsze Twój R. Co porabia mój mały uparciuch. Pisz mi dużo o nim. Moc ucałowań dla Was obojga!”.

Polecamy
Ostatnio dodane
Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali
Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali

Odważna i ambitna próba obalenia mitu Polski Niewinnej czy upiorne pomówienie wszystkich Polaków?

Studia w Indiach. Nie tak straszne jak je malują
Studia w Indiach. Nie tak straszne jak je malują

"Nigdy nie widziałem kraju, który zawierałby w sobie tyle kontrastów. Przepych, piękno i nieskazitelność z jednej strony, z drugiej bardzo łatwo przeradza się w straszną biedę i syf.".