Reportaż - Naszym zdaniem

SQUATTING. Pustostany w ręce wyobraźni

2006-01-31 00:00:00
fot. P. Piestrak

Prawie jak w domu.

„Jestem tutaj najdłużej mieszkającym squatersem” – dumnym głosem oznajmia nam Pan Zygfryd, dołączając do tego wyznania szeroki uśmiech. Siedzimy w przytulnym i ciepłym pokoju, na piecu grzeje się woda na kawę, z głośniczków podłączonych do discmana leci dobra muzyka (całość zasilana jest bateriami). Wygodna, choć wysłużona kanapa, fotel, stolik z krzesła, na antresoli łóżko, poniżej regały z książkami, na ścianach plakaty. Pan Zygfryd dorzuca do ognia drewno z odzysku. Nie używa węgla, który – jak powiada – jest droższy i łatwiej się nim zaczadzić. Z entuzjazmem pokazuje nam albumy ze zdjęciami z wakacji. Tunezja, Bałkany, europejskie miasta, festiwale muzyczne.

Pan Zygfryd ma 27 lat, 9 kolczyków w twarzy, stałą legalną pracę, wkrótce powróci także do porzuconej niegdyś edukacji. Dzięki zajęciom dorywczym często zarabia na „drugą” pensję. Pochodzi z niewielkiego miasteczka, a na wrocławskim squacie mieszka od 4 lat. Wprowadził się tutaj rok po tym, jak grupa młodych ludzi postanowiła zrobić użytek ze starej, opuszczonej kamienicy. Uczynili z tego miejsca swój własny dom. Takie zjawisko, a może raczej styl życia, nosi nazwę squattingu.

 


 

„Pustostany w ręce wyobraźni!”

Squaty, czyli opuszczone pustostany zagospodarowane przez swoistą grupę społeczną zwaną squatersami, są spotykane praktycznie w każdym większym mieście Europy. Najwięcej jest ich w Barcelonie, bo aż około stu. Ogromną ich ilość można znaleźć także w Londynie. We Wrocławiu istnieją cztery (w tym jeden tzw. wagenburg, czyli kilka wagonów mieszkalnych przypominających cygański tabor) – na Polskie warunki to i tak sporo, bowiem w pozostałych siedmiu miastach, gdzie występują squaty, są one pojedyncze. Wiek mieszkańców oscyluje w granicach 19-30 roku życia. „Można ich nazywać różnie – powiada Pan Zygfryd. – Anarchiści, komuniści, antyglobaliści, wegetarianie, weganie czy jak kto woli. Jest to jednak zawsze pewien underground.” Squatersi to bardzo często studenci. Najpopularniejszą wśród nich formą zarobku są prace dorywcze, takie jak na przykład zbieractwo materiałów wtórnych. Oprócz mieszkania łączą ich wspólne idee oraz działalność na polu kultury alternatywnej. „Ludziom totalnie biernym, którzy nie wnoszą nic w życie squatu, żyją jak pasożyty, sugeruje się jego opuszczenie” – mówi Pan Zygfryd.

Do squatu Pana Zygfryda droga prowadzi przez podwórko, jakich w starych dzielnicach Wrocławia jest mnóstwo. Dopiero za furtką wyłania się zupełnie inny świat. Zesquatowany budynek to niewielka kamienica. Elewacja pełna jest graffiti o tematyce wolnościowej, propagujących squaterski styl życia. Na podwórzu cała masa gratów różnej maści. Drzwi stanowią swoisty kolaż twórczości ulicznej: grafy, wlepki, plakaty. Stojąc przed nimi nie mamy wątpliwości, iż jest to właściwa brama. Wewnątrz niewiele cieplej niż na dworze, ściany także nie różnią się od zewnętrznych. Idziemy za Panem Zygfrydem po schodach na górę, mijając góry rupieci. Wszędzie plakaty informujące o imprezach i akcjach kulturalnych, na ścianach ideologiczne slogany. Daje się odczuć specyficzny klimat, który podpowiada nam, że nie mieszkają tutaj zwyczajni ludzie.

 

Proza życia na squacie.

Na squacie Pana Zygfryda mieści się 11 pokoi. Oprócz tego istnieją pomieszczenia „socjalne”, gdzie organizowane są imprezy – koncerty oraz nieco spokojniejsze, takie jak na przykład czerwcowy wieczór z twórczością Bjork. Mieszkają tutaj 3 dziewczyny i 7 mężczyzn, zawsze znajdzie się też miejsce dla gości. Każdy ma osobny pokój, żyją jednak w swego rodzaju komunie. Mieszka tutaj także 7 psów, pałęta się też mnóstwo pół-dzikich kotów. Często gotuje się wspólne posiłki – zawsze wegańskie, bo choć nie wszyscy są tutaj weganami, to takie jedzenie jest uniwersalne, każdy może je zjeść.

Czasownik „to squat” oznacza w języku angielskim „kucać, przycupnąć”. Takie wyrazy nierozłącznie kojarzą się z pewną prowizorką. I rzeczywiście, na squacie nie panują luksusowe warunki, nie jest jednak tak przerażająco, jak głosi obiegowa opinia. Choć na mieszkanie bez prądu i bieżącej wody nie zgodziłaby się większość z nas, squatersi zdołali do tego przywyknąć i obecnie nie sprawia im to większych problemów. Wodę przynoszą z pobliskich stacji benzynowych lub myjni samochodowej, na imprezy uruchamiają agregat prądotwórczy, na co dzień zaś biorą kąpiel i robią pranie u znajomych. Pan Zygfryd na wszelki wypadek zawsze nosi przy sobie ręcznik.

Na pytanie o nastroje sąsiadów, Pan Zygfryd przyznaje, że choć teraz stosunki na osiedlu układają się jak najlepiej, to początki nie były łatwe. „Myśleli, że tu się ćpa, organizuje orgie seksualne i tak dalej. Na szczęście wkrótce przekonali się o naszej nieszkodliwości.” Obecnie między squatersami a sąsiadami istnieje niepisana umowa o nie wchodzeniu sobie wzajemnie w drogę, panuje przyjazna atmosfera.

Squatersi na co dzień wdrażają w życie ideę recyklingu, począwszy od mieszkania, poprzez drewno na opał, na jedzeniu skończywszy. Stare meble, deski i belki gromadzą przez cały rok. Sąsiedzi czasami z tego żartują:
- Ej, słyszeliście, że będzie mroźna zima w tym roku?
- tak? dlaczego?
- bo squatersi drewno znoszą!
Pan Zygfryd i przyjaciele często też wydobywają z kontenerów przy hurtowniach i supermarketach jeszcze całkiem dobre produkty spożywcze i warzywa. Lekko przeterminowane, jak mówią, wciąż nadają się do spożycia. Któż by się oparł takiej okazji?

Squaters też człowiek, czyli fakty i mity na temat squattingu.

Obiegowa opinia, oparta na stereotypach, to prawdziwa zmora squatersów. Oprócz brudasów, w polskim społeczeństwie przylgnęły do nich takie określenia, jak ćpuny, pijacy, meliniarze, a nawet dewianci. Bo „któż to nosi tyle kolczyków i tatuaży?” Dziennikarze też nie pomagali w obalaniu tych mitów, często nie rozumieli klimatu miejsca, przekręcali fakty. Przychodzili na squaty jak do ZOO. Stąd ogólna niechęć squatersów do jakichkolwiek rozmów z prasą. Bo po co komu rozgłos? Pan Zygfryd zgodził się opowiedzieć nam o życiu na squacie tylko pod warunkiem, że nie ujawnimy żadnych adresów ani danych osobowych.

Fakty zdają się jednak stanowczo przeczyć stereotypom. Na squatach przeważnie obowiązuje zakaz posiadania i zażywania narkotyków. „Czasami ktoś zapali trawkę, ale czy to można nazwać narkotykiem?” – mówi Pan Zygfryd, który osobiście nie pali jednak trawy. Gościom także nie pozwala się wnosić żadnych narkotyków.

Wbrew temu, co sądzą niektórzy ludzie, squatersów do mieszkania w pustostanach nie zmusiła bieda. Taki styl życia to ich osobisty wybór, będący często rezultatem skomplikowanych kolei losu albo też, tak jak w przypadku Pana Zygfryda, wynikający z sympatii do takich miejsc. „Przyjeżdżałem tu na weekendy do koleżanki, aż w końcu zostałem na stałe”. Obecnie byłoby go stać na bardziej cywilizowane mieszkanie, nie zamierza się jednak w najbliższym czasie wyprowadzać. Na pytanie, co go tutaj trzyma, odpowiada: „Po pierwsze fakt, że squatting to porządna szkoła życia, po drugie atmosfera, a po trzecie przyzwyczajenie.”

Mało kto orientuje się także, na jakich ideach wyrósł ruch squatersów. Wielu z nich to zdeklarowani pacyfiści, a co za tym często idzie – weganie. Choć są raczej apolityczni, ogół wyznawanych wartości można by zamknąć w pojęciu lewicującej anarchii. Zwalczają nazizm, faszyzm, rasizm i wszelkie ideologie z nimi pokrewne. Squatersi inicjują wiele akcji społecznych, i choć z wieloma trudno mi się zgodzić (na przykład bojkot wyborów), to na wszystkie znajdują jakieś uzasadnienie – nie głosują, bo uważają polityków za „bandę głupków” znajdujących we władzy wyłącznie korzyści indywidualne; zwyczajnie im nie ufają.

Wychowany na kulturze punków 30-letni Jeremiasz ma na ten temat swoje własne zdanie. „Z pewnych rzeczy się wyrasta albo nie” – komentuje poglądy squatersów z pewną dozą pobłażliwości. „Jestem za demokracją, a co za tym idzie za kapitalizmem. Socjal – owszem, ale w ograniczonym zakresie.” I choć, jak sam mówi, mógłby zostać przez nich uznany za „p…go kapitalistę”, wciąż lubi chodzić na squaterskie koncerty. Z wiekiem nabrał jednak dystansu do wolnościowych haseł, których pełno w ich tekściarskim slangu.

Jedzenie zamiast bomb.

Na duże uznanie zasługuje moim zdaniem akcja „Food not bombs”, która polega na przygotowywaniu w każdą niedzielę gorącego posiłku wegańskiego dla bezdomnych. Rozwiązuje ona problem dań serwowanych przez oficjalne ośrodki pomocy społecznej, które funkcjonują od poniedziałku do soboty. Niedziela zaś zawsze należy do squatersów. Obecnie jest to akcja niemal ogólnoświatowa. We Wrocławiu w każdy weekend posiłek gotuje inny squat. Warzywa dostają od zaprzyjaźnionych sklepikarzy z targu, których odwiedzają w piątki. „Uśmiechają się na nasz widok i mówią: <>.”

Ze swoistym zbiorem squattingowych idei w pigułce miałam okazję zaznajomić się podczas koncertu punkowego na jednym z wrocławskich squatów. Piosenka za piosenką, wokalista wykrzykiwał kolejne antyglobalistyczne hasła (między innymi „Wolność dla Tybetu” – sprzeciw wobec Olimpiady w Chinach). Nie ulegając jednak złudzeniom dodawał: „Niestety to są tylko słowa”. Wówczas przypomniała mi się wypowiedź mojego znajomego: „Jeden <> w garniturze dokona więcej, niż stu altersów-squatersów”. Zapewne jest w tym sporo racji, jednak akcja „Food not bombs” pokazuje, że sprawy są na najlepszej drodze do zmian.

 

„Chcemy tylko sPOKOJU!”

Oprócz niewiedzy, do społecznej niechęci i podejrzliwości przyczynia się zapewne fakt, iż squatting, zarówno w Polsce, jak i w innych państwach, jest nielegalny. Jest to kwestia budząca największe kontrowersje. Wprawdzie zajmowane budynki zostały niegdyś porzucone i zapomniane przez swoich właścicieli, często jednak zdarzały się sytuacje, gdy po pewnym czasie ktoś dopomniał się o swoje prawo własności, co oznaczało wyprowadzkę.

Okazuje się jednak, że również squatersi zamieszkujący budynki, o które nikt się nie dopomina, zawadzają policji. Swego czasu na squacie Pana Zygfryda „niebiescy” zjawiali się nawet 10 razy w roku. Były to rutynowe kontrole, polegające między innymi na sprawdzeniu, czy na squacie nie znajdują się osoby poszukiwane, pewnego jednak razu policja zgotowała squatersom brutalnią ewikcję. Zostali zmuszeni do wyprowadzki i przez miesiąc mieszkali na innych squatach, bynajmniej jednak nie próżnując. Zaraz po akcji osoby, które zostały pobite, udały się na lekarską obdukcję. Wystosowano także sprawę w sądzie, gdyż akcja została przeprowadzona w sposób dalece odbiegający od norm, poza tym całość była nielegalna – nie została poparta żadnym nakazem prawnym. Ponadto zorganizowano ogromną demonstrację we wrocławskim Rynku, w której uczestniczyli ludzie z całej Polski. Do akcji włączyli się także znajomi hakerzy, którzy zamieścili hasła na rzecz wolności squatu na globalnych stronach internetowych.

Po pewnym czasie sprawa nieco przycichła i eksmitowani squatersi postanowili wrócić do domu. Pierwszy tydzień był wprawdzie bardzo ciężki, żyli „jak na wojnie” – barykady, pozabijane okna. Nie wychodzili ani na chwilę, jedzenie przynosili znajomi z innych squatów. Wkrótce jednak dowiedzieli się z radia, że władze postanowiły zostawić ich squat w spokoju, wszystko zatem wróciło do normy. Obecnie policja nie odwiedzała ich już od dłuższego czasu.

Istnieją również mniej spektakularne sposoby na rozwiązanie kwestii legalności. Na przykład jeden z wrocławskich squatów działa jako stowarzyszenie kulturalne. Lokal został przydzielony przez miasto. Przykład wzięto ze squatów zagranicznych, gdzie taki sposób legalizacji jest powszechny.

 

Squatting jako styl życia.

Squatersi stanowią zżytą społeczność, utrzymują kontakty w całej Europie, co znacznie ułatwia podróżowanie. We Wrocławiu wszyscy się znają, spotykają się na wspólnych imprezach, o których wieści rozchodzą się pocztą pantoflową, poprzez ulotki, rzadziej przez Internet. I choć mają wielu przyjaciół spoza squatów, jest to jednak środowisko dość hermetyczne.

Są mobilni i niezależni – Pan Zygfryd znika często na parę miesięcy, zwiedzając w tym czasie świat. Przemieszcza się stopem, zatrzymuje na innych squatach, pracuje na festiwalach muzycznych zbierając śmieci, co okazuje się być bardzo dochodowym zajęciem.

Wiele osób wyjeżdża za granicę na stałe, gdzie najczęściej kontynuują squaterski styl życia. Ludzie są tam bardziej życzliwi, a na squatach panują istne luksusy, do czego przyczynia się ogólny poziom życia w państwach zachodnich. W Szwajcarii na przykład na śmietnikach można znaleźć rzeczy wprost niewiarygodne – między innymi lekko uszkodzony wysokiej jakości sprzęt RTV, którego naprawa zwykłym ludziom po prostu się nie opłaca. Na jednym z tamtejszych squatów Pan Zygfryd widział na przykład telewizor plazmowy przywrócony przez squatersów do stanu używalności. Ponadto można liczyć na wysoką pomoc socjalną, a idea zakładania stowarzyszeń za niewielkie kwoty pieniędzy rozwiązuje problem uprzykrzającej się policji. W Polsce takie rozwiązania wciąż spotykają się z wieloma utrudnieniami.

Z przeprowadzonej przeze mnie wśród studentów mini-ankiety wynika, iż pomimo wysokiej świadomości na temat „na czym polega squatting”, większość z nas nie chciałaby jednak w ten sposób mieszkać. Jeśli już dopuszczamy taką możliwość, to najczęściej pod jakimś warunkiem – „że będę miał tam komputer” albo „że tylko na chwilę, w ramach przygody”.

Squatting to jednak nie tylko mieszkanie, ale także sposób na życie, skrawek miejskiej kultury wartej głębszego poznania. Czasami bowiem nawet nie zdajemy sobie sprawy z istnienia równoległych światów.

Julia Słonina
(julia.slonina@dlastudenta.pl)

Współpraca i fotografie: Paweł Piestrak

Specjalne podziękowania dla Pana Zygfryda, który ugościł nas na squacie, oraz Jeremiasza, który zabrał mnie na squatowy koncert.

P.S. Pan Zygfryd: „Pozdrowienia dla wszystkich, którzy tworzą wszelkie alternatywne akcje!”

Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
  • Re: B. proszę: dajcie nam spokojnie mieszkać, żyć! [0]
    Odpowiedź na: B. proszę: dajcie nam spokojnie mieszkać, żyć!
    161
    2015-05-15 00:12:53
    interesujący wpis, dziękuję
  • B. proszę: dajcie nam spokojnie mieszkać, żyć! [1]
    Redaktor1966
    2012-12-16 16:30:19
    Witam Mieszkam w pustostanie w Warszawie od 9 lat. Jestem abstynentem. Utrzymuję się z obwoźnej, z wózka, sprzedaży owoców i warzyw. Dlaczego tu piszę? Proszę „zwiedzaczy” pustostanów, by wzięli pod uwagę fakt, że część tych pustostanów stanowi bądź może stanowić lokum dla bezdomnych. A rozwalanie drzwi wejściowych, okien piwnicznych, okien, drzwi od mieszkań, a nawet b. kulturalne, ale przyuważone wchodzenia, skutkują włażeniem tam także meneli itp., gdzie rozrabiają, dewastują, w tym wypróżniają się, kradną, co skutkuje zakładaniem przez administrację krat, zamurowywaniem obiektu, po wcześniejszym wyrzuceniu lokatorów, jeśli akurat wtedy są w środku, a jak nie, ich rzeczy zostają w środku... Proszę teraz się wczuć w sytuację takich osób – bez lokum, rzeczy, w tym ubrań, kołder... A zamieszkali w pustostanie nie przypadkowo, bo mieszkanie w tzw. noclegowniach, przytułkach to psychofizyczny horror, z powodu pobieranych szantażem bądź siłą haraczy, pobić, konieczności słuchania włączonych odbiorników radiowych, telewizyjnych, gwizdaczy, muczących, czykających, pstrykających, stukających, człapiących, szurających, wzdychaczy, chrapaczy, bełkotaczy, powtarzaczy, wystawiania się na spozieraczy, napastowaczy wzrokiem, przebywania z niedorozwojami, debilami, psychopatami, nikotynowcami, alkoholikami, narkomanami, złodziejami, żebrakami, śmierdzielami, wszarzami, itp., itd... Więc b. proszę: dajcie nam spokojnie mieszkać, żyć! Piotr Kołodyński - autor/redaktor: - www.wolnyswiat.pl - www.racjonalnyrzad.pl - www.pzepr.pl
  • pustostany [0]
    Graniwid Sikorski
    2011-07-06 21:15:25
    Forum w Obronie Godności Kraków, 05 lipca 2011r. i Jedności Lokatorów i Bezdomnych 31-564 Kraków Aleja Pokoju 26/102 KRS: 0000-3468-11 Forum w Obronie Praw Emerytów, Rencistów i Bezrobotnych 31-564 Kraków Aleja Pokoju 26/102 KRS: 0000-3509-68 Pan Jacek Majchrowski Prezydent Miasta Krakowa 31-004 Kraków Plac Wszystkich Świętych ¾ Szanowny Panie Prezydencie Forum w Obronie Godności i Jedności Lokatorów i Bezdomnych oraz Forum w Obronie Praw Emerytów, Rencistów i Bezrobotnych występuje o przejęcie przez Gminę Kraków bloków nr 5,9,10 znajdujących się na Osiedlu Złota Jesień w Krakowie. Bloki te należą do Przedsiębiorstwa Usług Hotelarskich i Turystycznych. Spółka z o.o. ul. Fatimska 41a, 31-831 Kraków. To Przedsiębiorstwo jest spółką skarbu państwa. Bloki te winno się skomunalizować i przeznaczyć dla potrzebujących mieszkańców miasta Krakowa. Szczególną uwagę należy przy tym przeznaczyć na grupę emerytów i rencistów. Bloki te nie są zamieszkałe, przeprowadzono w nich remont. Nie do przyjęcia jest sytuacja, że w blokach tych nikt nie mieszka w sytuacji gdy w Krakowie występuje wielki brak mieszkań komunalnych, a emeryci i renciści nie mają gdzie mieszkać. Także mieszkańcy Domów Pracowniczych na osiedlu Złota Jesień w Krakowie występowali do Rady Miasta Krakowa o przejęcie bloków nr 5,9,10 przez Gminę Kraków i przeznaczenie ich na potrzeby rencistów i emerytów. Podają przy tym, że wcześniejszy zarządca Pan Dyrektor Wojda, planował adaptację bloku nr 12 na osiedlu Złota Jesień na potrzeby emerytów i rencistów. Niestety nie doszło do realizacji tego projektu. Blok adaptowano na hotel, który nie w pełni jest wykorzystany. Niestety nie poprawia się sytuacja mieszkaniowa najuboższych. Nie widać też oznak, by podejmowane były kroki mogące przynieść w najbliższej przyszłości pozytywną zmianę. Ta sytuacja jest dotkliwie odczuwana przez osoby o niskich i średnich dochodach. Dlatego też każdą inicjatywę służącą poprawie sytuacji mieszkaniowej należy poprzeć i wcielić w życie. Forum w Obronie Godności i Jedności Lokatorów i Bezdomnych oraz Forum w Obronie Praw Emerytów, Rencistów i Bezrobotnych w pełni popiera i identyfikuje się z Mieszkańcami Domów Pracowniczych na Osiedlu Złotej Jesieni w Krakowie. Już sama nazwa Osiedla wskazuje, że winni tu znaleźć azyl schorowani i wypracowani emeryci i renciści. Od władz samorządowych jak i rządowych oczekujemy zrealizowania tej inicjatywy, a nie bezmyślnej prywatyzacji ze szkodą dla jego mieszkańców jak i Gminy Kraków. Przewodniczący Forum Za Forum: Graniwid Sikorski Otrzymują: 1 x adresat 1 x Wojewoda Małopolski Pan Stanisław KRACIK 1 x Przewodniczący Rady Miasta Krakowa Pan Bogusław KOŚMIDER 1 x Przewodniczący Klubu Radnych PO Pan Grzegorz STAWOWY 1 x Przewodniczący Klubu Radnych PIS Pan Andrzej DUDA 1 x Przewodniczący Klubu Radnych Przyjazny Kraków Pan Bartłomiej GARDA 1 x PUHIT ul. Fatimska 41a, 31-831 Kraków 1 x Biuro Poselskie Pan Ireneusz RAŚ 31-831 Kraków ul. os. Złotej Jesieni 15B 1 x Mieszkańcy Domów Pracowniczych 31-831 Kraków ul. os. Złotej Jesieni 1 x Pan Grzegorz PIOTEREK 31-831 Kraków ul. os. Złotej Jesieni 15c/70 1 x a/a
  • PROŚBA [0]
    Iza
    2007-04-05 14:01:14
    squaty squatami - dla mnie zajebista sprawa, ale zaginał nam kumpel z Torunia i podejrzewam, że mógł się o takie właśnie miejsce zahaczyć. stąd moja prośba, jesli go zobaczycie, błagam, dajcie znać. nikt nie co się z nim dzieje. http://www.szukamymarcina.prv.pl/ - jego zdjęcie Pozdrawiam i z góry Dzięki!
  • Squatting [0]
    bobek
    2006-04-25 18:35:20
    ciekawy artykuł. moge dostać jakiś namiar na wrocławskie sqaty?? telefon kontaktowy, strone www, lub mejle.
  • Mniej krytyki! [0]
    Monia
    2006-02-07 15:47:58
    Dziewczyno, świetne spostrzeżenie! Ale nie dręczmy autorki, każdy szkoli swój warsztat całe życie. Dla mnie tytuł tekstu jest dobry - za to brawo. Zachęca do czytania a to podstawa.
  • ;] [0]
    dziewczyna
    2006-02-05 14:46:28
    "Na duże uznanie zasługuje moim zdaniem akcja..." eee przepraszam, to reportaż czy komentarz autora?
  • róża i typas [0]
    kolo
    2006-02-05 13:10:30
    mocne słowa, jak na dwunastolatkę
  • kolo nie omylny [0]
    Róża
    2006-02-04 22:39:03
    heheh a i racja, leadu rzadko brakuje a tekst genialny !!! Kolo czep sie lepiej pradu jak nie masz czego konkretnego :]
  • kolo nie omylny [0]
    typas
    2006-02-04 22:36:08
    te kolo skoro taki madry jestes to po cholere pytasz sie i odrazu daszesz odpowiedz? Zgadza sie ze powinien byc lead ale tutaj chyba rzadko sie zdarza cos takiego :] ale kolo jest slepy i tego nie widzi buhahaha
  • nie wiedza co to lead :DDD [0]
    blade
    2006-02-04 20:54:47
    To niech się dowiedzą :D Bo szczerze mówiąc dość niewygodnie mi się czyta od razu po tytule cały tekst. Jakiś wstęp być powinien.
  • czemu nie ma leadu? [0]
    kolo
    2006-02-04 15:50:38
    no bo na dlastudenta nie wiedza co to lead :DDD
  • tak... [0]
    blade
    2006-02-04 15:22:28
    Jak na dlastudenta to tekst rzeczywiście dobry. Miejscami jednak wkrada się monotonność tekstu. Wydaje mi się, że można to było opisać nieco ciekawiej, ironiczniej, żeby zmusić czytelnika do samodzielnego myslenia. Bo w niektórych fragmentach miałam wrażenie, że autorka narzuca jakby tok myślenia. Ale cóż, może się mylę. Ja to przynajmniej tak odczuwam. Szkoda, że temat poruszyła e-lama jako pierwsza. Teraz wydaje się, jakby był w mało profesjonalny sposób zgapiony... ps. a czemu nie ma leadu w artykule?
  • ... [0]
    Lusia
    2006-02-03 10:23:47
    moja kochana Juleczko, jak na początek całkiem nieźle, ale: 1. za długie, tak się zastanawiam ile to ma znaków... 2. tak za bardzo nie wiem czy to ma być wykład socjologiczny czy reportaż 3. przydała by się rozmowa jeszcze z 2-3 osobami (ale pamiętaj ze od 20 lat przebywam w dziennikarskim środowisku i troszkę inaczej na to patrzę) w sumie to jest bardzo dobrze, pisz jak najwięcej a „poprzeczkę trzeba podnosić”
  • Od autorki [0]
    Julka
    2006-02-02 20:21:01
    Zwracam zatem honor :) Niedopatrzenie może wynikać z faktu, że tekst e-lamy czytałam zaraz po jego ukazaniu się, czyli już dawno temu. P.S. Nie denerwuję się, tylko polemizuję :)
  • hmm [0]
    dżosz 2
    2006-02-02 18:18:05
    kochana Autorko, nie posądzam Cię o zżynanie, napisałem, że ten sam temat miesiąc temu poruszała e-LAMA it am był wcześniej. w mediach to jest normalne, że jedne piszą o tym, o czym drugie napisały, nazywa sie to "spadem". co do food no bombs, to specjalnie wyszukałem Ci tamten tekst, uwaga :P : 14.57 w pobliżu ławki pojawia się chłopaczek z transparentem – na białym materiale napis: FOOD NO BOMBS. Wśród bezdomnych zaczynają się rozmowy, atmosfera się ożywia. Po chwili na miejsce przyjeżdża stary volkswagen „ogórek”. Wysiada z niego czwórka squatersów. Z bagażnika wyjmują stulitrowy gar. Pachnie smakowicie, czuć paprykę – jedzenie jest wegetariańskie. Wśród głodnych radosne podniecenie. Kolejka rusza. Niektórzy biorą do domu w plastikowe pudełka, niektórzy jedzą na miejscu. " więc akurat tu się z Tobą nie mogę zgodzić, że to było odkrywcze, choć masz rację, Twój tekst zawiera więcej informacji o squattingu. Pamiętaj tylko, że jest też o wiele dłuższy, a ten z e-LAMY widziałem w druku więc pewnie nie mogli tam pisać na 10 stron. Ale jeszcze raz się zgadzam - jest tu więcej informacji, choć nie doczytałem wszystkich. Pozdrawiam!
  • "zżynanie" [0]
    Student
    2006-02-02 14:04:30
    ale "dżosz" wogule Ciebie(do autorki tekstu)nie posądzał o "zżynanie"...więc po co te nerwy?:)
  • Od autorki [0]
    Julka
    2006-02-02 11:41:42
    Uwierz mi dżosz, że nie ma tematu, który w przeszłości nie byłby poruszany przez kogoś innego w taki czy inny sposób. Liczą się nowe ujęcia. Teks e-lamy czytałam zaraz po jego ukazaniu się, choć pomysł na reportaż o squatach miałam dużo wcześniej. Nie posądzaj mnie zatem bezpodstawnie o "zżynanie". Gdyby na dany temat pisała tylko jedna gazeta, nie byłoby tak istotnego w miediach pluralizmu i trudno byłbo wyrobić sobie na dany temat własne zdanie, mając do czynienia z tylko jednym źródłem. Moim głównym założeniem było obalenie pewnych stereotypów, ukazanie pewnych aspektów squattingu, które E-lama niestety pominęła. Cenię autorów za dobry reporterski styl, odniosłam jednak wrażenie, że ich tekst jest mało odkrywczy i nie wnosi wiele nowego do ogólnej wiedzy na temat squatów. Wniosek, jaki z niego wypływa, jest taki, że jest to bardzo hermetyczna (z czym akurat się zgadzam), pełna dziwaków (z tym już mniej) grupa ludzi, o której wciąż jedak niewiele się z tekstu dowiadujemy. Ja natomiast pragnęłam napisać o kilku sprawach, o których niewiele osób do tej pory słyszało (na przykład "food not boms"), a które stawiają squatting w nieco innym świetle. I miałam to szczęście (można powiedzieć - przewagę), że weteran squattingu (Pan Zygfryd) zechciał mi o tym wszystkim bez oporów i ze szczegółami opowiedzieć. Pozdrawiam!
  • hm niezłe, ale chyba temat zerżnięty z e-lamy [0]
    dżosz
    2006-02-02 11:06:21
    tekst jak na dlastudenta całkiem fajny, choć nie zmęczyłem do końca - trochę nudny, mało reportażowy. parę tygodni temu był reportaż o squatach na e-lamie i polecam wszystkim - również Autorce http://e-lama.pl/698,0,Squat+%26%238211%3B+recycling+miejsc.html choć musze przyznać jeszcze raz, ze to jeden z najlepszych tekstów jakie widzialem na dlastudenta
  • no no [0]
    Chuda
    2006-02-01 13:27:20
    Julka, jestem pod wrażeniem-dobra robota!
  • Od autorki [0]
    Julka
    2006-02-01 12:21:09
    Jeszcze raz dziękuję wszystkim za komentarze! Cieszę się, że tekst wzbudził zainteresowanie. Do "Ja": Napisz proszę coś więcej na temat "drugiej strony medalu", co konkretnie masz na myśli, może się wywiązać ciekawa dyskusja! :)
  • :) [0]
    Ja
    2006-02-01 11:17:19
    Co prawda tekst przedstawia squaty w samych superlatywach, a są przecież dwie strony medalu... Ale samo poruszenie tematu bardzo mi się podoba:) Julka, tak trzymać:)
  • zacnie [0]
    stepniarz
    2006-02-01 10:18:18
    respect Julio :) fajny artykuł
  • :) [0]
    anique
    2006-01-31 23:18:31
    Julia, gratuluję i pozdrawiam. Dobry tekst, przeczytaŁam z przyjemnością i zainteresowaniem. Pozdrowienia.
  • Od autorki [0]
    Julia
    2006-01-31 21:08:37
    Dziękuję wszystkim za opinie! Drogi Jędrku, to JEST właśnie reportaż i miał nim być od początku. Tak samo, jak miał być w miarę obiektywny. Nie chcę opiewać tego czy owego, lecz ukazać pewien stan rzeczy i pozostawić ocenę czytelnikom. A co do ilości odwiedzonych squatów, to byłam na 2. Na więcej nie mogłam liczyć, o czym poinformował mnie sam Pan Zygfryd. Problem tkwi w tym, że jak squatersi słyszą "reportaż" albo co gorsza "portal internetowy", to nie chcą rozmawiać i tyle. Niestety, większość spotkała się z taką dawką niezrozumienia, że mają na czole wypisane: "obcym wstęp wzbroniony". Zwłaszcza, że mogliby niepotrzebnie przykuć uwagę niepowołanych osób. Po emocje zaś zapraszam do "Pozowania do życia", jednak właśnie nieco osobisty wydźwięk tego artykułu raczej nie przysporzył mu popularności :) Pozdrawiam!
  • jeszcze 3 słowa od ojca prowadzącego... [0]
    jedrek
    2006-01-31 20:46:30
    Jeszcze słowo komentarza: duzym plusem jest rzetelność ale momentami jest aż nazbyt "obiektywnie" i bardziej chyli się to ku reportażowi - chętnie widziałbym w przyszłych artykułach ciut więcej "emocji". Nie potrafie skonkretyzować co mam na myśli ale chodzi mi mniej więcej o zawarciu w tym "więcej siebie". PS. Brawa także fotografa ;)
  • kul [0]
    jedrek
    2006-01-31 20:43:28
    Artykuł co już pisałem autorce pannie Julii mi się podobał ale nie wpadał bym znowu w taki wielki zachwyt. Jak na "warunki" jakie oferuje dlastudenta to jest bardzo bardzo dobrze ale gdyby artykuł miał się ukazać w profesjonalnej prasie to musiałby opisywać kilka źródeł (w tym sensie - squatów) a nie koncentrować się tylko na jednym. Tak czy siak uważam że jest bardzo dobry i dobrze się go czytało. Powodzenia Julio w dalszej karierze :)
  • czy plus [0]
    foto
    2006-01-31 18:47:31
    dobre to jest:)
  • :) [0]
    D.
    2006-01-31 14:55:17
    Kawał dobrej roboty.Naprawde dobrej.Gratuluje umiejetnosci określenia i przedstawiania problemow.Życze powodzenia i czekam na dalsza tworczosc:)
  • good job [0]
    Ines
    2006-01-31 12:19:43
    Wspaniałe i bezprecedensowe obalanie mitów przez niezwykle ambitna autorkę, gratuluje wnikliwego przedstawienia tematu, wymagającego bardzo szerokich poszukiwań szczegółów, życzę powodzenia autorce w karierze dziennikarskiej, z racji dość oczywistych i namacalnych umiejętności ukazywania problemów i kontrowersyjnych zagadnień
  • Szerokiem okiem... [0]
    Monia
    2006-01-31 07:51:21
    Gratuluję autorce odwagi i umiejętności obiektywnej obserwacji. Życzę w przyszłości kariery w kierunku dziennikarstwa społecznego w dobrej prasie:) pozdrawiam:)
Zobacz także
Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali
Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali

Odważna i ambitna próba obalenia mitu Polski Niewinnej czy upiorne pomówienie wszystkich Polaków?

Studia w Indiach. Nie tak straszne jak je malują
Studia w Indiach. Nie tak straszne jak je malują

"Nigdy nie widziałem kraju, który zawierałby w sobie tyle kontrastów. Przepych, piękno i nieskazitelność z jednej strony, z drugiej bardzo łatwo przeradza się w straszną biedę i syf.".

Zdjęcie ślubne z Auschwitz
Zdjęcie ślubne z Auschwitz

„Moja kochana, kochana Margo, tulę Cię namiętnie do siebie i życzę Ci na święta wszystkiego najlepszego. Na zawsze Twój R. Co porabia mój mały uparciuch. Pisz mi dużo o nim. Moc ucałowań dla Was obojga!”.

Polecamy
AAA Macicę wynajmę pod płód
AAA Macicę wynajmę pod płód

Problem pojawił się po trzech miesiącach. - Zaczęłam go czuć. Jego ruchy. Wiedziałam kiedy jest szczęśliwy, smutny...

Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali
Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali

Odważna i ambitna próba obalenia mitu Polski Niewinnej czy upiorne pomówienie wszystkich Polaków?

Ostatnio dodane
Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali
Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali

Odważna i ambitna próba obalenia mitu Polski Niewinnej czy upiorne pomówienie wszystkich Polaków?

Studia w Indiach. Nie tak straszne jak je malują
Studia w Indiach. Nie tak straszne jak je malują

"Nigdy nie widziałem kraju, który zawierałby w sobie tyle kontrastów. Przepych, piękno i nieskazitelność z jednej strony, z drugiej bardzo łatwo przeradza się w straszną biedę i syf.".