Nasze komentarze - Naszym zdaniem

Rok po Smoleńsku... Co nam zostało z tamtych dni?

2011-04-08 13:25:40

Od katastrofy smoleńskiej mija już rok, ale emocje wśród nas są ciągle żywe. Zadaliśmy studentom trzy pytania, jak dziś postrzegają naszą rzeczywistość po tamtym tragicznym wydarzeniu. Opinie są bardzo różnorodne, niejednokrotnie długie i analityczne, ale z pewnością warte przeczytania.

Oto postawione przez nas pytania:

1. Co dla ciebie oznaczał dzień 10 kwietnia? Czy w jakikolwiek sposób wydarzenia z tego dnia (lub późniejsze) zmieniły twoją osobę, miały wpływ na twój światopogląd, ocenę naszej polityki lub społeczeństwa?

2. Czy uważasz, że rząd i państwo polskie zdało egzamin po katastrofie smoleńskiej?

3. Jak w rok po katastrofie oceniasz osobę Lecha Kaczyńskiego?

Dawid, 21 lat, student dziennikarstwa

1. 10 kwietnia był dla mnie strasznym dniem, którego wydarzenia w przeciągu kilku tygodni (a w niektórych mediach jeszcze tego samego dnia) zostały w obrzydliwy sposób skarykaturowane. Nie sądzę, żeby moje poglądy jakoś się zmieniły. Tak samo nie zmieniły się moje opinie nt. polityków i społeczeństwa - niestety, potwierdził się mój pesymizm. Jak się okazało, nawet tak ogromna tragedia jest dla wielu ludzi drugorzędna wobec przymusu przekonywania o wyższości "naszych" nad "nimi". Sejmowa polityka okazała się ważniejsza niż ludzki wymiar sprawy, co sprawiło, że po paru dniach zacząłem unikać tego tematu w rozmowach.

2. Myślę, że to zależy od stawianych wymagań. Nie jestem znawcą awiatyki i procedur wyjaśniania takich spraw. Patrząc z zewnątrz wygląda to średnio. Osobiście cieszyłbym się, gdyby rząd trochę bardziej się przejął tą tragedią, bo można odnieść wrażenie, ze nieco ją ignoruje, no ale nie wymagajmy od polityków, by byli ludźmi. Nie zaskoczyłem się pozytywnie, ale też tragedii nie było. Średnio.

3. W sumie tak samo jak wcześniej. Nie był zbyt dobrym prezydentem ani Warszawy, ani kraju. Nawet zgadzając się z niektórymi jego ideami, nie zostałem w ogóle przekonany, że prezydent faktycznie wciela je w życie. Gdyby ubierał swoje przekonania w tak piękne słowa, jak robili to niektórzy w jego nekrologach, może byłby wybitnym Polakiem, ale tego nie robił, był nieżyczliwy dla osób innych poglądów. Dla mnie pozostanie działaczem politycznym, który rzadko coś inicjował, a najczęściej współpracował ze swoim bratem. Oczywiście można zauważyć, że jest wielu gorszych polityków w Polsce.

Sebastian, 24 lata, student filologii germańskiej

1. Dzień 10 kwietnia pokazał nam po raz kolejny, jak krótkowzrocznym społeczeństwem jesteśmy i jak krótko trwa nasze przebudzenie z letargu, które wielu opisuje jako zryw uczuć patriotycznych, a niektóre bardzo popularne i opiniotwórcze media wyszydzają nazywając "histerią narodową". 10 kwietnia to także data śmierci najlepszego, moim zdaniem, prezydenta RP.

2. Polski rząd przegrał egzamin z dniem katastrofy, bo miał bezpośredni wpływ na to, że do niej doszło. Mam tu na myśli całą błazenadę z naciskiem na prezydenta Kaczyńskiego, żeby nie jechał do Katynia, a potem igrzyska Tuska i Putina siódmego kwietnia. Po tragedii zachowywał się tak, jakby nie zależało mu w ogóle na wyjaśnieniu jej przyczyn, ponadto ślepo zaufał w intencje Rosjan. Być może Tusk i jego świta uczyli się innej historii niż ja, bo z pewnością nie byłbym tak łatwowierny. Moje wątpliwości potwierdziło późniejsze zachowanie władz rosyjskich, np. niszczenie dowodów czy utrudnianie w prowadzeniu śledztwa. Rzeczą obrzydliwą moralnie było ekspresowe przejęcie IPN-u przez ludzi Komorowskiego. Państwo reprezentowane przez organy władzy zawiodło na całej linii od premiera oddającego sprawę w ręce Rosjan i powołującego się na absurdalne przepisy, poprzez posłów koalicji oraz SLD, którzy nie mieli nic przeciwko takiemu zachowaniu, kończąc na pozbawionym godności prezydencie-kukiełce.

3. Moja ocena prezydenta Kaczyńskiego w rok po katastrofie nie uległa gruntownej zmianie. Był człowiekiem honoru i dbał o zachowanie godności urzędu. Posiadał więc cechy brakujących obecnemu prezydentowi, który wg mojej opinii nadawałby się lepiej na prowadzenie benefisów i wiejskie festyny.

A co mówili studenci zaraz po katastrofie?>>

Tomasz, 22 lata, student filologii czeskiej

1. 10 kwietnia był dniem szoku, ponieważ do tej pory wydawało mi się, że taka katastrofa może być tylko elementem jakiejś fikcyjnej narracji, że niemożliwe jest, żeby coś takiego zdarzyło się w rzeczywistości. Z drugiej strony już tego samego dnia, a już na pewno w ciągu kilku następnych, cała sprawa zaczęła mnie męczyć. Media żyły tylko Smoleńskiem, epatując żałobą tak bardzo, że przestała być ona czymś naturalnym. Zapewnienia polityków, że od tego momentu trzeba będzie przemodelować konflikt polityczny, sprawić, by był on oparty bardziej na merytoryce, tylko drażniły. Od samego początku było wiadomo, że katastrofa stanie się kolejnym argumentem różnych środowisk niezbędnym do wzajemnego wściekłego ataku. Katastrofa smoleńska jedynie wzmocniła moją ocenę polityki jako cyniczne zeszmacenie, gdzie nawet śmierć brata może być wykorzystana do walki politycznej. Zresztą chwilę po katastrofie nawiedziła mnie myśl, że teraz oto Jarosław Kaczyński ma problem z głowy, bo przecież na pewno intensywnie zastanawiał się, jak wymienić w wyborach prezydenckich Lecha na siebie. 10 kwietnia był pierwszym dniem, kiedy zacząłem mieć tego tematu serdecznie dosyć.

2. Tak, państwo zdało egzamin po katastrofie - ponieważ nie zaprzestało swojego funkcjonowania i nie zostało bardzo sparaliżowane. Uważam natomiast, że nie zdało egzaminu przed katastrofą - co to za państwo, w którym piloci, którzy teoretycznie powinni być najlepszymi z najlepszych, popełniają takie błędy. Co to za państwo, które dopuszcza możliwość lądowania premiera i prezydenta na lotnisku, którego wieża kontrolna przypomina kurnik? Jeśli chodzi o organizację obu wizyt, to tutaj chyba coś komuś się zwyczajnie pomieszało w głowie. Ten samolot 10 kwietnia nie powinien nawet wystartować - i to jest argument za słabością państwa.

3. Lecha Kaczyńskiego rok po katastrofie oceniam bardzo krytycznie - czyli tak samo jak przed katastrofą. Podobała mi się jego polityka historyczna, chociaż nie całościowo, bo kilka razy poczułem niesmak. Ale to wszystko - zresztą politykę historyczną mam raczej w głębokim poważaniu, to powinien być element polityki, a nie główny wyznacznik jej jakości. Lech Kaczyński jawi mi się jako osoba, która znalazła się na nieodpowiednim stanowisku i nie potrafiła ogarnąć pracy własnej kancelarii, a także jako osoba małostkowa i zawistna oraz wyjątkowo nieskuteczny i niesamodzielny polityk. Słowem: nie płakałem po Lechu Kaczyńskim. Jest mi przykro, że zginął, ale nie wyobrażam sobie, że mógłby być prezydentem przez drugą kadencję. Nie chciałbym takiego prezydenta. Nie chciałbym, żeby taki prezydent miał pomniki, ulice nazwane własnym nazwiskiem, sarkofag na Wawelu itd. Po prostu sobie na to nie zasłużył.

Pierwszy film o katastrofie smoleńskiej w kinach>>

Aleksy, 23 lata, student elektroniki i telekomunikacji

1. Jeżeli w jakikolwiek sposób wpłynęła na mnie wieść o śmierci prezydenta, to tylko w taki, że jeszcze raz przekonałem się, że nieważne jest, jaki człowiek ma status społeczny, to wszyscy jesteśmy równi wobec śmierci.

2. Uważam, że zrobiono wszystko. Mają szukać dziury w całym? Wydarzyła się katastrofa lotnicza, czynników wpływającą na nią są zapewne tysiące, z czego większa część niestety leży po stronie polskiej. Niestety dlatego, bo akurat w tych okolicznościach zabrakło odwagi po stronie polskich pilotów, aby nie lądować w takich warunkach, jak i odwagi rosyjskich kontrolerów, którzy by stanowczo zabronili tego lądowania (wybuch skandalu i w jednym, i w drugim przypadku byłby nieunikniony).

3. Nie potrzebowałbym aż tyle czasu, by stwierdzić, że był człowiekiem nieodpowiedzialnym do samego końca.

Filip, 24 lata, student stosunków międzynarodowych

1. Nie wpłynęło to na mój światopogląd, ale pierwszy raz w tak ewidentny sposób mogłem zobaczyć odseparowanie ludzi mediów i twórców opinii od nie tyle reszty społeczeństwa, co od rzeczywistości. Sami ją sobie kreują i w nią wierzą, a ludziom wmawiają, że też muszą, bo jak nie - to coś z nimi jest nie tak. Jednocześnie można było obserwować istny festiwal zakłamania z jednej strony, bo te same osoby które jeszcze dzień wcześniej na prezydenta niemal pluły, nagle zaczęły za nim płakać; z drugiej zaś strony widać było, że ci którzy się do tego płaczu nie dołączyli, czerpali z tej tragedii jakąś schadenfreude albo wręcz na odwrót - nie potrafili się w ogóle zachować, kontynuując swoje mierne polityczne gierki i manipulacje, jak chociażby pani Magdalena Środa. Tak więc nasze elity - obojętnie, skąd by je nie brać - po prostu zawiodły. Nie są żadnymi elitami. Co najwyżej jelitami. Pełnymi. Przez to zacząłem śledzić te medialne wojenki "kto kogo", chociaż poprzednio je ignorowałem. To, co widzę, napawa mnie obrzydzeniem.

2. Nie. Nie potrafiono niczego odpowiednio zrobić, odstawiono cyrk z Wawelem, najpierw że w ogóle tam prezydenta pochowano, a potem te protesty, żeby "Kaczora won z Wawelu". W środku żałoby! Zero wychowania. A potem jeszcze blamaż w sprawie śledztwa - to wzajemne spychatorstwo, brak pociągnięcia do odpowiedzialności ministrów, urzędników, wojskowych. Jakby nic się nie stało. I do tego polityczne decyzje, by oddać śledztwo Rosjanom - nie wiem, jak naiwnym trzeba było być, by wierzyć, że oni coś wyjaśnią i że będzie to wiarygodne. Że byli sowieccy generałowie pozwolą, by napisać cokolwiek złego o swoim kraju! Od razu poszedł prikaz, że należy zwalić wszystko na pilotów i umoczyć prezydenta. A naszym mediom to się strasznie spodobało, choć nie miało to nic wspólnego z faktami ani przyczyną katastrofy. Że niby co? Wlazł do kokpitu i sam się rozbił, by jego brat miał szansę w kampanii prezydenckiej? Bo do tego się to sprowadza. To ekwiwalent oszołomskiej tezy o zamachu zaplanowanym przez Tuska i Putina. Tylko że to jest wyśmiewane, a nad tym drugim kiwają telewizyjne głowy w zadumie. A nasz rząd zgodził się w tym uczestniczyć - po co, na co? Coś tym osiagnęli? Ześwinili się tylko i ośmieszyli Polskę.

3. Tak samo jak przed katastrofą. Nie nadawał się na prezydenta, miał trochę dobrych pomysłów, trochę złych, ledwo garść sukcesów, wiadro wpadek. Ale ja nigdy ani na niego nie głosowałem, ani nie miałem o nim tak złego zdania, jak to było dobrze widziane w towarzystwie. W sumie jedyne, co może się zmieniło to to, że przedtem był mi obojętny, a po katastrofie już nie, bo stał się przez nią symbolem tego wszystkiego, co w Polsce się dzieje.

Justyna, 25 lat, studentka dziennikarstwa

1. Rok po Smoleńsku czuję, jak politycy zohydzili pamięć po zmarłych. Gdzieś podświadomie przekładam negatywne emocje związane z katastrofą – żenującą bitwę o krzyż, pyskówki w Sejmie i w mediach, ciągle rosnące roszczenia niektórych rodzin nad wspomnienia po osobach, które zginęły w katastrofie samolotu. Zdaję sobie sprawę, jak bolesne dla niektórych mogą być akcje typu „Dzień bez Smoleńska”. Z drugiej jednak strony nie dziwię się zwykłym ludziom – jedna z największych polskich tragedii w historii gdzieś nagle przekształciła się w medialną szopkę, pełną nienawiści, żenujących wypowiedzi i ataków.

2. W obliczy tragedii pokazaliśmy, że jesteśmy silnym, sprawnie działającym krajem, z solidnymi instytucjami. Obyło się bez bezkrólewia, chaosu i popadnięcia w anarchię. Szkoda, że wielu tego nie docenia.

3. Pamiętam, że wkrótce po tragedii na Facebooku powstała grupa „Nie kochałem prezydenta za życia, nie pokocham go po śmierci”. Dość trafnie opisuje to mój stosunek do ś.p. Lecha Kaczyńskiego. Nie uważałam go za wybitnego prezydenta, nie podobał mi się jego styl prowadzenia polityki zagranicznej, nie zgadzałam się z jego polityką wewnętrzną. Media na pewno go krzywdziły i wielokrotnie wyolbrzymiały niektóre jego wady, nie zmienia to jednak faktu, że nie oceniam jego jako polityka zbyt pozytywnie. Choć na pewno był człowiekiem bardziej skorym do kompromisu i bardziej przyjaznym niż jego brat.

Borys, 25 lat, student prawa

1. 10 kwietnia nie zmienił mojego poglądu na polską politykę i na ocenę całokształtu społeczeństwa, co więcej, dobitnie ukazał, że hipokryzja i zakłamanie idzie od góry, a powiedzenie, że ryba psuje się od głowy jest w Polsce wciąż aktualne. Przepychanki zamiast próby racjonalnego podejścia do problemu, oszołomy broniące krzyża i oszołomy robiące szopkę pod krzyżem, oszołomy udające żałobę i oszołomy robiące z niej medialne szoł. Początkowe próby "pojednania" obu stron polskiej sceny politycznej (niestety, są to dwie słabe strony) obnażyły animozje i różnice między nimi. Z pewnością w polskiej polityce powstał spory zamęt, który paradoksalnie może okazać się (oby) gwoździem do trumny PO.

2. Rząd nie jest w stanie poradzić sobie z małymi problemami, nie mówiąc już o racjonalnym podejściu do wytłumaczenia obywatelom katastrofy. W rok po wypadku chaos i dezinformacja nadal jest równie duża co w dzień rozbicia się samolotu. Wszelkie raporty, próby wyjaśnienia wprowadzają więcej zamieszania niż wartościowych informacji. Ale ciężko jest wypracować kompromis i dojść do przyczyn tragedii w czasie, kiedy jedna strona (różowe liski) zaciera wszystko, co jest do zatarcia, co bynajmniej nie jest nową praktyką. Druga zaś krzyczy, wytykając pierwszej krew na rękach. Więcej zapewne wiedzielibyśmy, gdyby nie wiernopoddańczy stosunek do Rosji, na którym Donald Tusk zapewne przejedzie się prędzej czy później.

3. Głosowałem na Lecha Kaczyńskiego, więc był niejako "moim" prezydentem. Prerogatywy głowy państwa są raczej nieduże, a czas od zakończenia prezydentury niewielki, więc ciężko jest wyciągać jednoznaczne wnioski. Prezydentura Kaczyńskiego pokazuje jednak dobitnie jedno - stronnicze media zawsze potrafią przedstawić "najmojszą rację" - podczas gdy Kaczyńskiemu zdarzały się wpadki (Irasiad, mikrofon) wydawało się, że impeachment wisi w powietrzu, a po błędach Komorowskiego szukano najbardziej irracjonalnych wymówek. Daleki jestem od nazywania Kaczyńskiego mężem stanu, wydaje mi się jednak, że była to zdecydowanie najlepsza prezydentura od czasów 1989 roku.

Ryszard, 23 lata, student architektury

1. Mnie jako osoby raczej nie zmieniły, chociaż chyba po raz pierwszy w życiu przeżyłem prawdziwą narodową tragedię i pomyślałem sobie, że właśnie na takie dni funkcjonuje instytucja żałoby narodowej. Samo społeczeństwo zdecydowanie zdało egzamin smoleński, natomiast wszyscy czujemy przesyt tą sprawą i mam obawy o to, co będzie się działo teraz, w pierwszą rocznicę katastrofy. To wydarzenie pokazało również jak denna jest polska polityka. W obliczu ludzkiej tragedii zbyt wielu ludzi zaczęło grać ofiarami, tak być nie powinno. Pamiętajmy, że zginęli przede wszystki fantastyczni ludzie, a dopiero potem patrzmy, jakie stołki piastowali. To byli ojcowie, matki, dziadkowie i tak ich przede wszystkim trzeba odbierać. Zdaje się, że wiele osób o tym zapomniało.

2. Rząd polski zdał egzamin, natomiast państwo niekoniecznie. Rodziny otrzymały otuchę, wsparcie i wydaje mi się, że każdy członek Rady Ministrów zrobił, co w jego mocy, aby pomóc rodzinom ofiar tej katastrofy oraz jednocześnie zapełnić luki polityczne. Z drugiej strony mamy państwo, a państwo tworzą ludzie. Mam poczucie, że po katastrofie wielu z nich po prostu odbiło. Za dużo było Smoleńska przez ten rok, za dużo żonglowania tragedią. Zwykli ludzie sprawdzili się, ale ci z góry, w aspekcie moralnym i duchowym, niekoniecznie.

3. Chociaż straszny i tragiczny, całkiem słuszny jest wniosek, że ze Smoleńska wrócił inny prezydent niż do niego poleciał. Przynajmniej medialnie. Wielka szkoda Lecha Kaczyńskiego, bo z pewnością był wspaniałym człowiekiem, mimo wszystko dobrym politykiem, miał klasę i osiągnięcia. Jednak można mu też wiele zarzucić. I to, że zginął tragicznie w katastrofie lotniczej w żaden sposób nie zmienia jego życiowego dorobku, w żadną stronę. Polska skłonność do umiłowania martyrologii niestety sporo w aspekcie oceny prezydenta namieszała.

Maksymilian, 23 lata, student historii

1. Dzień 10 kwietnia 2010 r. jest dla mnie dniem straszliwej tragedii, ale przede wszystkim w aspekcie ludzkim. Niesamowicie współczułem i współczuję wszystkim rodzinom i przyjaciołom ofiar, dla których katastrofa musiała być straszliwym ciosem. Ale absolutnie daleki jestem od mitologizowania tego wydarzenia - żal każdego zakończonego ludzkiego życia, ale nazywanie tego strasznego wypadku "narodową katastrofą" lub "drugim Katyniem" uważam za przesadę. Oczywiście zginęło wielu ludzi zasłużonych dla Polski: m.in. solidarnościowi opozycjoniści, specjaliści w swoich dziedzinach, których trudno w krótkim okresie będzie zastąpić, (zwłaszcza wojskowi), ale, z całym szacunkiem dla zmarłego, rozciąganie słowa "elita" na śp. posła Sebastiana Karpiniuka jest moim zdaniem grubym nieporozumieniem. Co do naszej polskiej rzeczywistości - już w dniu 10 kwietnia wiedziałem, że nie zmieni się nic. Parę dni smutku, żałoby, udawania, że jesteśmy "jedną wielką rodziną", a potem wszystko wróci do żenującej normy. Jesteśmy społeczeństwem nie umiejącym "różnić się pięknie". W szaleństwie i głupocie rozkraczeni jesteśmy między sporadycznym i głupim "kochajmy się" a codzienną nienawistną agresją.

2. Moja opinia na temat funkcjonowania państwa polskiego ze złej przeistoczyła się w bardzo złą. Skandaliczny było już samo przyjęcie trumien pary prezydenckiej. Polacy bez względu na stosunek do śp. prezydenta i prezydentowej potrafili okazać zmarłym szacunek, wyrazić żal tonami kwiatów (przynajmniej w pierwszych dniach po katastrofie)... Państwo polskie zaś pożegnało Prezydenta Rzeczpospolitej hummerami wiozącymi na taczce trumnę ze zmarłym! (gdzie konny powóz!?). Bardzo się cieszę, że "wielcy tego świata" nie przyjechali na pogrzeb, byliby zszokowani lekceważeniem protokołu przez nasze państwo w stosunku do własnego prezydenta! A po pogrzebie? Już było tylko gorzej...

3. Umiarkowanie. Niewątpliwie bardzo dobra polityka historyczna, choćby w postaci odznaczania szerzej nieznanych, lecz zasłużonych bohaterów walki z komuną. Racjonalne pomysły w polityce międzynarodowej (m.in. polityka wschodnia), choć gorzej bywało z wykonaniem, żeby wspomnieć chociażby ostateczny sposób negocjowania traktatu lizbońskiego w Brukseli, a zwłaszcza " kwestii pierwiastka", ale tu przecież nie wszystko od niego zależało. Aha... zawsze robił na mnie wrażenie dobrego i uczciwego człowieka. Przemawia przeze mnie mieszanka złości i żalu, gdy się pomyśli, jak był traktowany przez część polityków, media i ludzi za życia. Ale był politykiem, powinien być na to przygotowany.

Opinie zebrał: Jerzy Ślusarski
(jerzy.slusarski@dlastudenta.pl)

Słowa kluczowe: katastrofa smoleńska rocznica wspomnienia opinie lech kaczyński państwo polskie rząd społeczeństwo
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
  • Ankieta o zeszłorocznych wydarzeniach [0]
    marcin
    2011-04-08 17:41:43
    Zachęcam do wypełnienia krótkiej ankiety na temat stosunku studentów do krzyża pod Pałacem Prezydenckim http://www.ebadania.pl/05a1a0264682a5d3
Zobacz także
Komunistyczne pomniki mają się w Polsce dobrze
Komunistyczne pomniki mają się w Polsce dobrze

Czy niszczenie paskudnych reliktów przeszłości zasługuje na miano przestępstwa?

Max, nie daj się
Max, nie daj się

Mariusz Max Kolonko znienawidzony przez media głównego nurtu, bo skłania ludzi do myślenia.

Naród idiocieje na potęgę
Naród idiocieje na potęgę

Już wkrótce nazwisko Wołodyjowskiego poznamy z pieśni na meczach siatkówki, a Soplicę skojarzymy tylko z nazwą wódki.

Polecamy
Ostatnio dodane
Komunistyczne pomniki mają się w Polsce dobrze
Komunistyczne pomniki mają się w Polsce dobrze

Czy niszczenie paskudnych reliktów przeszłości zasługuje na miano przestępstwa?

Max, nie daj się
Max, nie daj się

Mariusz Max Kolonko znienawidzony przez media głównego nurtu, bo skłania ludzi do myślenia.