Reportaż - Naszym zdaniem

Oficjalna modlitwa, ukryte wino

2010-07-06 08:59:35

Z Markiem Kęskrawcem, autorem książki „Czwarty pożar Teheranu” o irańskich paradoksach, szacunku do „Solidarności” oraz o tym, czy z Iranu da się wrócić w jednym kawałku, rozmawia Marcin Szewczyk.

Zobacz również:
Więcej o książce "Czwarty pożar Teheranu">>
Kup książkę "Czwarty pożar Teheranu">>


dlaStudenta.pl: Stereotyp jest taki: Europejczyk pojedzie do Iranu, tam go zaraz porwą, zażądają okupu, a do domu wróci najpewniej w kawałkach. A jaka jest prawda?
Marek Kęskrawiec:
Europejczyk spotka się w Iranie z serdecznością i niezwykłą wprost gościnnością. Jeśli pójdzie z Irańczykami na obiad, nikt nie pozwoli mu nawet sięgnąć do kieszeni po pieniądze. Dla odmiany w Indiach, które tak fascynują podróżników, jest się traktowanym często jak chodzący portfel, z którego miejscowi starają się wyciągnąć, ile się tylko da.

I naprawdę nic mu nie grozi? Nawet ze strony bezpieki, tajnych służb?
M.K.:
Ciekawe jest to, że nawet funkcjonariusze irańskiego reżimu, karmieni przez lata nienawiścią do Zachodu, nie przenoszą tej instytucjonalnej niechęci na kontakt z pojedynczym podróżnikiem. Są niezwykle uprzejmi, choć nie powinniśmy dać się zwieść pozorom. Ci sami ludzie swoich rodaków traktują niezwykle brutalnie.

Może więc nie jest to aż tak konserwatywny kraj? Panuje tam w końcu dość duża tolerancja religijna, na ulicach trudno spotkać modlących się ludzi, a u Iranek spod zakrywających włosy hedżabów widać bardzo ostry makijaż. Powiedziałbym, że na pierwszy rzut oka Iran wygląda całkiem normalnie.
M.K.:
Iran to kraj paradoksów i wielu twarzy. Z jednej strony ma lepsze drogi niż Polska, klonuje zwierzęta, wysyła satelity w kosmos. Po ulicach północnego Teheranu spaceruje „zepsuta” młodzież nakładająca na twarz tony kosmetyków i operująca sobie nosy. Wystarczy jednak wybrać się na południe od głównego bazaru, by zobaczyć świat, w którym religia porządkuje wszystkie aspekty życia.
Irańczycy są mistrzami kamuflażu. Jest takie powiedzenie, może trochę przesadne: „za szacha modliliśmy się w ukryciu, a wino piliśmy oficjalnie, a teraz modlimy się oficjalnie, a wino pijemy w ukryciu”. Irańska dusza to z jednej strony dusza męczennika, idącego drogą szyickich imamów Alego i Husajna, a z drugiej strony duża człowieka kochającego radość i zabawę. Bez emocji ci ludzie więdną, więc w każdy weekend w tysiącach domów odbywają się huczne prywatki. Rząd od 30 lat nie może sobie z tym poradzić i pewnie nigdy nie da rady.

To jak to jest z religijnością Irańczyków?
M.K.:
Co do religii, Iran jest odzwierciedleniem starej zasady: co za dużo, to niezdrowo. Narzucanie porządku religijnego obywatelom, którzy za czasów znienawidzonego szacha cieszyli się mimo wszystko względną wolnością obyczajową, doprowadziło do ogromnych podziałów społecznych. Miliony ludzi gotowe są zginąć za ajatollahów, ale też miliony ich nienawidzą. W ubiegłym roku na demonstracjach ludzie po raz pierwszy w historii islamskiej republiki krzyczeli „śmierć Chameneiemu”. Do niedawna wydawało się to wręcz nie do pomyślenia.
Warto przy tym wspomnieć o kolejnym paradoksie. Na tle innych krajów muzułmańskich, Iran nie jest aż tak bardzo nietolerancyjny. W Teheranie działa np. kilkanaście aktywnych synagog, a zoroastrianie, chrześcijanie i żydzi mają swoich reprezentantów w parlamencie. Coś takiego byłoby nie do pomyślenia w Arabii Saudyjskiej. Inna sprawa, że już ludzie wyznający bahaizm są poza nawiasem irańskiego społeczeństwa. Nie mają prawa nawet studiować.

W Iranie studiować mogą nawet kobiety…
M.K.:
Jednak w wielu aspektach kobieta jest wręcz półczłowiekiem. Jeśli padnie ofiarą przestępstwa, sprawca otrzyma dwukrotnie niższy wyrok, niż gdyby zaatakował mężczyznę. Kobieta ma też prawo do połowy odszkodowania należnego mężczyźnie. Z drugiej strony, w niewielu azjatyckich krajach spotkamy panie tak uświadomione, tak pełne godności i tak dobrze wykształcone, jak w Iranie. Prosty przykład: 60 proc. studentów wyższych uczelni to kobiety. To kolejny z irańskich paradoksów.

Z Pańskiej opowieści wyłania się obraz Iranu jako kraju konserwatywnego, rządzonego twardą ręką, ale wciąż w wielu kwestiach bardziej liberalnego i otwartego niż inne muzułmańskie kraje. Dlaczego więc to głównie o nim ciągle mówi się jako o wylęgarni terrorystów i fundamentalistów, kraj niebezpieczny dla całego świata? Pamiętam, że sami Irańczycy mocno obwiniają George’a W. Busha i Tony’ego Blaira. To ich w głównej mierze obarczają winą za negatywny wizerunek Iranu wśród mieszkańców państw zachodnich.
M.K.:
Iran funkcjonował jako przysłowiowa „małpa z brzytwą” jeszcze przed Bushem i Blairem, jednak rzeczywiście, za czasów Busha to się bardzo nasiliło. Paradoksalnie, na początku rządów tego prezydenta mogło się wydawać, że będzie inaczej. Niewielu ludzi wie, iż przed inwazją na Afganistan Amerykanie współpracowali z Iranem, znajdującym się w ostrym konflikcie z talibami. Potem jednak Bush wymyślił oś zła, do której wrzucił za jednym zamachem Iran i Irak, choć kraje te od lat były sobie wrogie. Efekt tej krótkowzrocznej polityki był taki, że w Iranie skończyły się reformy umiarkowanego prezydenta Chatamiego, a do władzy doszedł Ahmadineżad, ze swoją agresywną retoryką.

Kilka lat  później za oceanem do władzy doszedł  Barack Obama.
M.K.:
Po objęciu rządów przez Obamę wielu Irańczyków odetchnęło z ulgą. Co prawda Ahmadineżad dalej miota obelgi, a USA nakładają kolejne sankcje, jednak dla milionów ludzi pragnących otwarcia Iranu na świat jest jasne, że polityka Obamy będzie mniej agresywna. Paradoksalnie dla reżimu w Teheranie lepszym wyjściem byłby ktoś na kształt Busha w Waszyngtonie. Łatwiej byłoby wtedy ajatollahom wmawiać narodowi, że cały świat zachodni jest mu wrogi.

Zachód też nie zawsze postępował wobec Iranu fair. Obalenie przez brytyjskie i amerykańskie służby liberalnego, demokratycznie wybranego premiera Mosaddegha, wspieranie despotycznych rządów szacha Pahlaviego, pomoc militarna dla Saddama Husajna podczas wojny w latach 80., milczenie, gdy ten zrzucał na Iran broń chemiczną…
M.K.:
Przez wiele lat Iran był w zasadzie półkolonią, podzieloną na strefy wpływów Rosji i Anglii. Kiedy po drugiej wojnie światowej pojawiła się szansa na realną niepodległość, a na dodatek zmarginalizowanie roli szacha, to właśnie Zachód zawrócił Iran z tej drogi. Stało się tak, gdy premier Mosaddegh zażądał sprawiedliwego podziału zysków z wydobycia ropy. Zorganizowany przez CIA zamach stanu, znany jako Operacja Ajax, skończył się dożywotnim uwięzieniem premiera i powrotem do władzy szacha. W dużej mierze wydarzenia z 1953 roku przyczyniły się do tego, że podczas irańskiej rewolucji górę wzięli antyzachodni zwolennicy Chomeiniego. Dużą rolę odegrała też napaść wojsk Saddama Husajna, któremu kibicował wtedy cały świat: od  NATO po Układ Warszawski. Irańczycy poczuli się wyrzuceni na margines i w naturalny sposób skupili wokół władzy.

Nam jeszcze sen z powiek spędza irański program atomowy.
M.K.:
Działania Iranu mogą budzić w nas poczucie zagrożenia, choćby z powodu budowania utajnionych ośrodków nuklearnych, których przeznaczenia nie możemy być pewni. Mogą służyć produkcji energii, jak również eksperymentom wojskowym. Ale z drugiej strony, Iran wciąż jest sygnatariuszem układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej i wpuszcza na swe terytorium inspekcje ONZ.
Zachód, który jest tak wyczulony na Iran, jakoś nie dostrzega, że  Izrael, Indie i Pakistan nigdy żadnego układu nie podpisały, nigdy nie wpuściły na swe terytorium żadnej inspekcji, a na koniec same wyprodukowały setki głowic jądrowych. Nikt jakoś tym krajom nie grozi prewencyjnym atakiem. Czy to nie jest hipokryzja, że Iran karze się tylko z powodu podejrzeń, a nie twardych dowodów?

I to w sytuacji, gdy Zachód ma na sumieniu koszmarną pomyłkę w Iraku, gdzie do dziś nie znaleziono broni chemicznej, będącej powodem wojny.
M.K.:
Faktem jest, że Saddam dysponował gazami bojowymi, ale w latach 80., a komponenty do ich produkcji dostarczały mu zachodnie spółki. Sarin był zaś wykorzystywany do atakowania... Irańczyków.

Czy w Iranie możliwa jest rewolucja na miarę tej z 1979 roku, która całkowicie zmieniła system i rządzących? Czy Irańczycy już nie wierzą w zmiany, wolą emigrować niż zmieniać system od środka?
M.K.:
Irańczycy boją się nowej rewolucji, gdyż wiedzą, że może się z niej wyłonić tylko przemoc i chaos. Oni marzą o zmianach w stylu pokojowym, dlatego tak wielkim szacunkiem darzą polską „Solidarność”. Po brutalnym stłumieniu ubiegłorocznych rozruchów wiedzą też, że samymi demonstracjami nie da się wygrać z uzbrojonym po zęby systemem. Dlatego coraz częściej stawiają na powolną pracę u podstaw, stopniowe tworzenie społeczeństwa obywatelskiego. Niestety, wielu nie chce czekać na zmiany i wyjeżdża. To prawdziwa klęska cywilizacyjna, gdyż Iran opuszcza co roku ok. 150 tysięcy dobrze wykształconych ludzi.

Trzydzieści lat temu Irańczycy nie dysponowali jednak takimi możliwościami technologicznymi. Pojawił się Internet, telefonie komórkowa. Czy rewolucja technologiczna przyczyni się do rewolucji politycznej?
M.K.:
To niezwykle ważna sprawa. W stanie wojennym Jerzy Urban mógł spokojnie kłamać na swoich konferencjach prasowych, zaprzeczając doniesieniom o przemocy stosowanej wobec opozycji. Prawie nikt nie miał w domu kamer, o komórkach nie wspominając. We współczesnym Iranie dzięki nowym technologiom udało się wysłać w świat tysiące dowodów brutalności reżimu albo pokazać wstrząsające filmy własnym rodakom. Wielu z tych, którzy jeszcze rok temu byli za Ahmadineżadem, po obejrzeniu scen znęcania się nad manifestantami, ze wstydem odwróciło się od reżimu. Takich ludzi będzie coraz więcej, coraz więcej będzie też rozłamów wewnątrz obozu władzy, którego część ma już dość radykalizmu obecnego kierownictwa. Krople będą drążyć skałę i nie mam wątpliwości, że pewnego dnia Iran będzie wolny.

A jaki będzie wolny Iran? Czy jego zliberalizowanie wyjdzie mu na dobre? Dla mnie jego ograniczenia, zakazy i nakazy stanowią jego siłę. Proszę wyobrazić sobie co by się stało, gdyby nagle zjechali tam tłumnie zachodni turyści – z pijaństwem, wycieczkami na „zaliczenie Iranek”, narkotykami…
M.K.:
Zależy, co się rozumie przez słowo liberalizacja. Oczywiście większość Irańczyków nie marzy o tabunach zachodnich, pijanych turystów, pewnie tak samo, jak mieszkańcy Krakowa nie tęsknią za widokiem pijanych, nagich Anglików na środku Rynku Głównego. Co do narkotyków, to niczego do Iranu nie trzeba przywozić. W sąsiednim Afganistanie produkuje się 90 proc. światowego opium, więc Iran cierpi od tej plagi bez udziału zachodnich turystów. Problem tkwi w proporcjach. Świat nie jest czarno – biały, więc nie jest tak, że albo wybierany państwo religijne albo zepsuty liberalizm. Między tymi skrajnościami jest ogromna przestrzeń do wypełnienia. Irańczycy w większości szanują swoją kulturę, cenią rodzinę oraz islam, choć wielu z nich nie szanuje szyickich duchownych. Dlatego myślę, że dadzą sobie radę i nie będą kopiować bezmyślnie Zachodu. Muszą po prostu dostać szansę.

Rozmawiał: Marcin Szewczyk
(marcin.szewczyk@dlastudenta.pl)

Fot. Anita Andrzejewska








Słowa kluczowe: marek kęskrawiec iran wywiad podróż czwarty pożar teheranu
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali
Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali

Odważna i ambitna próba obalenia mitu Polski Niewinnej czy upiorne pomówienie wszystkich Polaków?

Studia w Indiach. Nie tak straszne jak je malują
Studia w Indiach. Nie tak straszne jak je malują

"Nigdy nie widziałem kraju, który zawierałby w sobie tyle kontrastów. Przepych, piękno i nieskazitelność z jednej strony, z drugiej bardzo łatwo przeradza się w straszną biedę i syf.".

Zdjęcie ślubne z Auschwitz
Zdjęcie ślubne z Auschwitz

„Moja kochana, kochana Margo, tulę Cię namiętnie do siebie i życzę Ci na święta wszystkiego najlepszego. Na zawsze Twój R. Co porabia mój mały uparciuch. Pisz mi dużo o nim. Moc ucałowań dla Was obojga!”.

Polecamy
Ostatnio dodane
Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali
Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali

Odważna i ambitna próba obalenia mitu Polski Niewinnej czy upiorne pomówienie wszystkich Polaków?

Studia w Indiach. Nie tak straszne jak je malują
Studia w Indiach. Nie tak straszne jak je malują

"Nigdy nie widziałem kraju, który zawierałby w sobie tyle kontrastów. Przepych, piękno i nieskazitelność z jednej strony, z drugiej bardzo łatwo przeradza się w straszną biedę i syf.".