Nasze komentarze - Naszym zdaniem

Daj, ocenię Ci bloga

2005-12-17 00:00:00

Chciałabym napisać o pewnym zjawisku, które ostatnio uderzyło mnie w stopniu porównywalnym do kowadła spadającego z dachu. Chodzi mianowicie o blogi.  Nie mam tu na myśli dzienników internetowych ogólnie, bo to już od dawna nie jest nic nowego, zaskakującego, szokującego itp. Chcę napisać o blogach, które ogólnie można wrzucić do wora pod tytułem „daj ocenię ci bloga” (innymi słowy „tematyczne”)

Blogi czytam namiętnie. I to od dłuższego czasu. Przyznaję się bez bicia. Nie wiem czy skłania mnie do tego typowa ludzka (babska?) ciekawość czy chęć uczestniczenia w czyimś życiu (typowe dla naszego gatunku – wystarczy wspomnieć reality show), czy może chęć poznania sposobu pisania innych ludzi (natura grafomanki), czy może ich poglądy, czy cokolwiek innego. Grunt, że czytam i lubię to. 

Mam sztandarową listę adresów i gdy tylko mam chwilę czasu na rozrywkę komputerową to odwiedzam moje ulubione internetowe notatniki. Rytuał ten powtarzam odkąd dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak blog właśnie.
Nie wiem, kiedy zaczął się boom na wystawianie cenzurek blogowiczom ale domyślam się, że niedługo po powstaniu pierwszego serwisu blogowego. Ja osobiście człowieka, który zapoczątkował to zjawisko chętnie skazałabym na dziesięć lat pracy w kamieniołomach.. 

Jakkolwiek bym na te sprawę nie spoglądała za nic w świecie nie potrafię pojąc idei tego całego oceniania.
Postanowiłam przyjrzeć się temu fenomenowi bliżej. W samym serwisie blog.pl naliczyłam 304 blogi zajmujące się oceną innych (a możliwe, że jest ich jeszcze więcej), eblog: ponad 200, gery.blog – około setki. Szczerze mówiąc nie miałam zdrowia, żeby poszukać więcej.  Gorzej zrobiło mi się gdy zaczęłam tę radosną twórczość przeglądać…
Obejrzałam ponad sto blogów poświęconych ocenianiu innych a do tego jeszcze kilkadziesiąt ocenionych. 
Na więcej nie miałam siły i, szczerze przyznam nerwów. Co zauważyłam?  Blogi te nie różnią się praktycznie niczym, może prócz kolorów. (No zdarzają się perełki – żeby nie było, że generalizuję) Wszystkie są zrobione  na jedno kopyto.

Jak to wygląda? Na początku pierwsze wrażenie, później ocenia się szablon (zazwyczaj oceniający albo padają na kolana z zachwytu albo wytykają wszelkie możliwe uchybienia i „niesamodzielnosc wykonania layout’u”). Następnie przychodzi czas na ocenę treści.  Szanownym oceniającym nie podchodzą „codzienniki” a także „teksty o niczym” (wrażenia oczywiście subiektywne).  Na koniec zostajemy  uraczeni zbawienną radą.
Na przykład: „Mnie to nie zachwyca” (nie wiem za bardzo w jaki sposób odczytać to jako radę…), bądź „Bardzo ładny blog” (jw.) lub też : „ Tego bloga i tego piszącego powinno się zacząć leczyć” (Nie potrafię wyobrazić sobie leczenia dziennika internetowego..), a nawet: „Zmień nastawienie do życia” (sic!)

No dobrze. Przejrzałam te oceny (kosztowało mnie to prawie załamanie nerwowe, ale jakoś dałam radę) lecz nie wystarczyło mi to do pełnego obrazu. Zdecydowałam jeszcze sprawdzić kto poddaje się takim ocenom. 
Zastanawiam się czy nie powinnam ubiegać się o odszkodowanie z tytułu poszukiwania materiałów do artykułu a warunkach szkodliwych dla życia i zdrowia.. Ale sama chciałam więc mam.. 
Co znalazłam?  Większość ze stron, do których dotarłam sprawia wrażenie jakby pisali je narwani dwunastolatkowie. Wszędzie jakieś migające gify, coś fruwa za kursorem, NoTeK .PisAnYcH W TaKi SpOsóB nIE dA sIę nAwEt pRzeCzyTać, bO po dWóCh zdAniaCh doStaJę ocZopLąSu.  
Poza tym polski język jest „strashnie” trudny i „psheciesh” nie można  wymagać od piszących znajomości zasad gramatyki, ortografii itp. Cytuję: „szlag trafia z ta klawiatura, ponieważ znaki polskie to tragedia za ciezko mi je robic zreszta nie bede tłumaczyc bo i tak nikt mnie nie rozumie”  Zdarzają się także perełki w stylu: „Mam big pshykre info” albo „New nius of da dej” Błagam o zmiłowanie dla języka angielskiego.

Zapytałam tez kilka osób dlaczego  zdecydowały się wystawić do oceny:
Witaminka: „Hmm Podałam tam adres mojego bloga tak do jaj…chciałam spróbować czy mam szczescie czy cos zajme… i co inni sadza o moim blogu...na ocene wpłynęło to ze uzywam tekstow które gdzie indziej nie sa uzywane ze pisze za dlugie notki i ze wyslawiam się po slasku”

Ina: „Czemu się zgłosiłam? Osoby wchodzące na mojego bloga piszą z reguły: „Fajny Boguś, wpadnij do mnie” (no tak reklama dźwignią..) Nie zawsze te opinie są szczere. (nie skomentuję - autorka) i z reguły poddaje się ocenie gdzie tylko mogę, żeby poznać opinię na temat mojego bloga, zwłaszcza że sama robię szablon i zawsze przy krytykach mogę się czegoś nauczyć.
Ocenianie treści tez w jakimś stopniu mnie uczy, bo jeśli większość ludzi mi powie: Piszesz nudno – to będę musiała cos  w stylu pisania zmienić, a chcę, żeby mój blog był mile widziany i mile czytany, nie chcę żeby czytelnicy się męczyli.”

Wniosek wysnuwam taki, że oceniać swą twórczość każą ludzie, którzy: a) nie mają nic do powiedzenia, b) usiłują za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę, c) piszą typowo pod publiczkę d) nudzą się, e)nie widza lepszych sposobów na poznanie opinii o swej twórczości.
Oczywiście rozumiem, że blog to prywatna strona, wiem, że tam zamieszcza się własne przemyślenia, poglądy czy po prostu opisuje wydarzenia (choć nie podchodzą mi osobiście wpisy o tym co ktoś zjadł na obiad), ale wystawić to wszystko do oceny?

Do całościowego obrazu zjawiska „oceniaczy” brakowało mi jeszcze opinii ludzi tworzących blogi w ogóle.  Zrobiłam wywiad wśród znajomych i oto rezultat:
Gabi: „ To jest bez sensu te oceny nie są konstruktywne, zresztą po co komu ocena bloga? (No właśnie ciągle nie wiem.. po co???) Jeśli piszesz, to dla siebie a nie dla innych. Uważam, że korzystają z tego niedojrzałe osoby, które piszą bloga dla publiczności. Te oceny są bardzo marne”
Olga: „Nie pisze się bloga, żeby ktoś to oceniał. Denerwuje mnie to i tyle. „
Mel: „ Oceny blogów? Hmm…Mam mieszane uczucia. Jak dla mnie to tak, jakby ktoś oceniał merytoryczną stronę mojej osoby, że jestem do bani albo super ach i ech. No i kolejna sprawa: z jednej strony takie obiektywne, ale prawdziwie obiektywne spojrzenie (ja się nie spotkałam z takim w tych stu kilku blogach, które przejrzałam) może dać do myślenia, popchnąć ku dobrym zmianom, ale z drugiej strony może tez mieć negatywny wpływ, zdołować, załamać i dlatego ja nigdy nie poddam się ocenie”

Zjawisko oceniania internetowych dzienników było i chyba nadal jest dla mnie co najmniej dziwne. Wywołuje raczej uśmieszek na mojej twarzy i uczucia bliskie politowaniu… A może to jest sposób na to by poczuć się kimś ważnym? Bo w końcu jeśli blogi ocenia to szycha… Ma władzę nad ocenianymi… Może przecież zawsze stwierdzić, że dana strona to zwykły śmieć i od razu poczuć się wpływowo… Może….
Może kiedyś ktoś wyjaśni mi ten fenomen. Póki co będę twierdzić, że są dużo ciekawsze tematy na blog niż jakieś pseudooceny…

(Wypowiedzi cytowane dosłownie, pisownia nie zmieniona. Wszystkie szydercze komentarze w nawiasach pochodzą od autorki)

Marta Mielczarek
(
marta.mielczarek@dlastudenta.pl)

 

 

 


 

Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
Komunistyczne pomniki mają się w Polsce dobrze
Komunistyczne pomniki mają się w Polsce dobrze

Czy niszczenie paskudnych reliktów przeszłości zasługuje na miano przestępstwa?

Max, nie daj się
Max, nie daj się

Mariusz Max Kolonko znienawidzony przez media głównego nurtu, bo skłania ludzi do myślenia.

Naród idiocieje na potęgę
Naród idiocieje na potęgę

Już wkrótce nazwisko Wołodyjowskiego poznamy z pieśni na meczach siatkówki, a Soplicę skojarzymy tylko z nazwą wódki.

Polecamy
Ostatnio dodane
Komunistyczne pomniki mają się w Polsce dobrze
Komunistyczne pomniki mają się w Polsce dobrze

Czy niszczenie paskudnych reliktów przeszłości zasługuje na miano przestępstwa?

Max, nie daj się
Max, nie daj się

Mariusz Max Kolonko znienawidzony przez media głównego nurtu, bo skłania ludzi do myślenia.