Nasze komentarze - Naszym zdaniem

Naród idiocieje na potęgę

2013-09-03 18:56:06

Wyobraźmy sobie taką scenkę: rozentuzjazmowana młodzież przed Ministerstwem Edukacji krzyczy "Szumilas do wora, wór do jeziora" i pali kukłę obecnej minister, co jest obszernie relacjonowane przez media. Przerażony redaktor wpływowego dziennika kleci artykuł, w którym pisze, że wyrzucenie z listy lektur "Pana Tadeusza" i "Trylogii" to zbrodnia na edukacji naszych dzieci, intelektualna kastracja i że świadomie sami z siebie robimy kulturową prowincję. Do tego wszystkiego wypowie się jakiś oburzony profesor, który oświadczy, że na zielonej wyspie widocznie nie powinno czytać się Sienkiewicza, bo jeszcze młodzież nabierze patriotycznej ochoty, żeby podnieść siedzenia sprzed Facebooka i zrobić porządek z rządem, który przez sześć lat potrafi tylko jej wciskać kit.

Oczywiście takich wiadomości w życiu nie usłyszymy ani nie przeczytamy, bo nie są one zgodne z powszechnie panującą linią polityczno-medialną, która każe wychwalać wszystkie rządowe decyzje, nawet jeżeli będą łudząco podobne do tych, które były łajane z góry na dół podczas "dusznej i nieznośnej atmosfery rządów PiS". Naturalnie są bardziej palące sprawy w kraju niż kanon lektur w szkołach (np. wyrok w sprawie mamy Madzi), jest to jednak temat dość nośny i namacalny dla przeciętnego Polaka, który już na zagadnienie reformy emerytalnej nie będzie w stanie powiedzieć nic ponad „panie, to same złodzieje są”, w czym akurat nie będzie zbyt daleki od prawdy. Ta jest natomiast taka, że Ministerstwo Edukacji okroiło listę lektur z książek absolutnie podstawowych dla polskiego kanonu bez niemalże żadnej reakcji ze strony mediów, które jeszcze kilka lat temu dla obrony Gombrowicza skłonne były organizować uliczne protesty.

Od razu dało się rozpoznać autorytatywnie brzmiące głosy, które orzekły, że tak właściwie można na to machnąć ręką. To przecież walka o lektury, których uczniowie w szkole i tak nie przeczytają. Może to i lepiej, bo najlepiej czyta się to, po co sami sięgamy. Oni przecież i tak tego nie będą w stanie zrozumieć. Nie wiadomo, co w dzisiejszych czasach można wynieść z powieści, które dotyczą wydarzeń mających miejsce 200 czy 400 lat temu, itd. itp. Generalnie takie tępe opinie trzeba od razu wyśmiewać i piętnować, bo na ich wykorzenienie jest już za późno – jakoś tak się złożyło, że rozkoszowanie się własną ignorancją jest teraz większym powodem do chwały niż kiedykolwiek i słowa, których nawet słabo rozgarnięty i obeznany z dorobkiem narodowej kultury człowiek powinien się wstydzić, łatwo przechodzą przez gardło bez najmniejszego nawet uczucia zażenowania.

Proszę sobie wyobrazić, żeby Anglicy zrezygnowali w szkołach z omawiania „Hamleta”, Niemcy dali sobie spokój z „Faustem”, Rosjanie odpuścili „Wojnę i pokój”, a Hiszpanie wyrzucili z programu lektur „Don Kichota” (aczkolwiek tu od czasu wprowadzenia do szkolnego obowiązku przeczytania "Ali Baby i 40 pedałów" nie jestem tego aż taki pewien). Są pewne nieprzemijalne wartości, których książki takie jak „Pan Tadeusz” czy „Potop” uczą (pomijam fakt, że są to pozycje po prostu świetne), nawet jeśli w powszechnej opinii zaczynają jawić się jako przestarzałe lub coraz bardziej niewspółmierne z obecnym kierunkiem wykształcenia młodych Polaków. Bez znajomości charakterystycznych tropów i kontekstów kulturowych z Mickiewicza i Sienkiewicza jest się po prostu głupszym człowiekiem, który nazwisko Wołodyjowskiego pozna z pieśni na meczach siatkówki, Soplicę skojarzy tylko z nazwą wódki, a Wojski będzie dla niego miał na imię Natenczas. Jest to jednak dość zbieżne z konsekwentnym zamiarem stworzenia z naszej młodzieży społeczeństwa testowego, które bardziej musi odgadnąć intencje  egzaminatorów układających mityczny już klucz odpowiedzi, zamiast szukać i dowiadywać się samemu nowych rzeczy, bo chyba taki też powinien być cel nauki w szkole. A może jeszcze taki był do niedawna.

Oto dowiadujemy się, że gimnazjalista ma obowiązek przeczytać pięć książek w ciągu roku, czyli mniej więcej tyle, ile w tym wieku powinno się czytać w tydzień. Licealista, żeby się zanadto nie przemęczał i broń Boże nie nabrał nawyku czytania (po co mu to, przecież i tak na studiach będzie czytał opracowania z neta, a na egzaminie ściągał z komórki) przez trzy lata ma przeczytać trzynaście książek, co daje piorunującą średnią czterech książek na rok szkolny. Przypominam, że mówimy tu o ludziach, którzy z perspektywy wieku naprawdę mają mnóstwo czasu na ich przeczytanie. Już słyszę te głosy „Ale to jest nudne”, „Do niczego mi się to nie przyda w życiu”. No być może, ale jeśli tak, to ja zadaję pytanie, kim taka osoba chce zostać w przyszłości? Jeśli piekarzem (bez żadnej obrazy, bardzo potrzebny i szanowany przeze mnie zawód), to może rzeczywiście nie jest jej to do niczego potrzebne, ale jeśli będzie studentem jak przeszło dwa miliony (o jakieś półtora za dużo) ludzi w tym kraju, to chyba stać ją na takie wyrzeczenie i zaznajomić się z lekturą, po którą w dorosłym życiu sięgnie tylko, jeśli nie będzie akurat miał w pobliżu lepszej podstawki na browara. Nie czytasz w tym wieku, to potem nie będziesz czytał w ogóle i pozostaniesz tumanem, jak te 60% Polaków, które w zeszłym roku nie dało rady przeczytać ani jednej (!) książki.

Ci z dostępem do Internetu czas na codziennie odwiedzanie tych samych stron i kilkakrotne oraz jakże bezcelowe odświeżanie ich w ciągu dnia pewnie jednak bez problemu znajdują. A później mamy do czynienia z sytuacjami takimi, jak kiedyś w jednej z moich grup na studiach, gdzie przyszli dziennikarze (co doskonale podkreśla absurd tegoż kierunku) podnieśli sprzeciw prowadzącej, która ośmieliła się prowadzić zajęcia w takiej formie, że co tydzień należy przeczytać jedną pozycję, aby potem wspólnie ją omówić. Wyraz zdumienia na jej twarzy po tym, kiedy najbardziej zaciekli wykrzykiwali jej „Pani myśli, że nie mamy co robić”, „To za dużo”, „Mamy też inne obowiązki”, „Nie chcę czytać tych książek, które ktoś mi narzuca” był bezcenny. Te osoby w ogóle nie czuły się zażenowane swoją postawą, co dość symptomatycznie komponuje się z coraz częstszym wśród naszego pokolenia roszczeniowym podejściem bez dawania z siebie niezbyt wielu w zamian. No panie, kto to widział, żeby czytać na studiach?

W sytuacji, kiedy polska edukacja bez żadnych wątpliwości niedomaga i wygląda dobrze jedynie na oficjalnych stronach ministerstw brniemy w odgórne ogłupianie młodych bez końca. Wiem, że historia nie jest ulubionym przedmiotem wielu z nas, jednakże jest na tyle specyficznym zagadnieniem, że redukowanie jej do jednej godziny tygodniowo, ażeby znikła po pierwszej klasie jest po prostu oświatowym samobójstwem. Nie chce mi się już wnikać w to, jak ten przedmiot jest wykładany, bo każdy pewnie przeżył na własnej skórze to, jak nauczyciele nie wyrabiali się z przerobieniem losów Polski po drugiej wojnie światowej. Tak to już jest, że to co miało największy i najbardziej bezpośredni wpływ na obecne położenie Polski na świecie jest ignorowane i trudno nie oprzeć się wrażeniu, że jest to zaprogramowane działanie i aż należy żywić nadzieję, że jest ono bezrefleksyjne. Milan Kundera w „Księdze śmiechu i zapomnienia” pisał, że pierwszym stopniem likwidacji mas ludzkich jest wymazanie ich pamięci poprzez zniszczenie ich książek, kultury i historii. Każ komuś napisać nowe książki, wyprodukować nową kulturę, wymyślić nową historię. Nie potrwa długo, a naród zacznie zapominać, czym jest i czym był – ostrzegał Czech. Czy ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości, że idziemy tą samą drogą, i co jest w tym najbardziej przerażające, z własnej woli?

Jerzy Ślusarski
(jerzy.slusarski@dlastudenta.pl)

Słowa kluczowe: lista lektur pan tadeusz trylogia potop mickiewicz sienkiewicz historia w szkole felieton komentarz
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
  • Brak komentarzy [0]
    misio rysio
    2013-09-05 10:53:15
    Brak komentarzy pod tym artykułem jest najlepszym dowodem na prawdziwość problemu - niezależnie w jakim stopniu zgadzamy się - lub nie zgadzamy z autorem !!
Warto przeczytać
Co z tym Tomaszem Lisem?
Co z tym Tomaszem Lisem?

Ostatnie dokonania naczelnego Newsweeka dobitnie pokazują, że jego praca z dziennikarstwem (w tym klasycznym ujęciu) ma już naprawdę niewiele wspólnego.

Zobacz także
Komunistyczne pomniki mają się w Polsce dobrze
Komunistyczne pomniki mają się w Polsce dobrze

Czy niszczenie paskudnych reliktów przeszłości zasługuje na miano przestępstwa?

Max, nie daj się
Max, nie daj się

Mariusz Max Kolonko znienawidzony przez media głównego nurtu, bo skłania ludzi do myślenia.

Naród idiocieje na potęgę
Naród idiocieje na potęgę

Już wkrótce nazwisko Wołodyjowskiego poznamy z pieśni na meczach siatkówki, a Soplicę skojarzymy tylko z nazwą wódki.

Ostatnio czytane
Co z tym Tomaszem Lisem?
Co z tym Tomaszem Lisem?

Ostatnie dokonania naczelnego Newsweeka dobitnie pokazują, że jego praca z dziennikarstwem (w tym klasycznym ujęciu) ma już naprawdę niewiele wspólnego.

Popularne
Parada kościotrupów
Parada kościotrupów

Dziś, w dobie anorektycznego trendu, nosić rozmiar 36 to jak balansowanie na krawędzi otyłości. Jeszcze się liczysz w towarzystwie, ale nosić 38... Oj, to już nie wypada zostać przyłapaną na jedzeniu. Choćby marchewki.

Krewniaczka. Kilka słów o oddawaniu krwi
Krewniaczka. Kilka słów o oddawaniu krwi

Pierwszy raz zdecydowałam się oddać krew jakieś trzy lata temu. Dlaczego? Po prostu chciałam komuś pomóc. Ostatecznie te 450 ml krwi mniej w organizmie mnie nie zabije. W tej chwili nie umiem dokładnie określić, co mną kierowało. Czy chciałam poczuć się lepiej? Całkiem możliwe. Czy się bałam?